RSS
sobota, 02 czerwca 2007
ZOMO SKAZANE PO 26 LATACH

15 członków plutonu specjalnego ZOMO skazano wczoraj za pacyfikację kopalni Wujek i Manifest Lipcowy po wybuchu stanu wojennego w grudniu 1981 r. - Ich akcja była zbrodnią komunistyczną - uznał wczoraj katowicki sąd Publiczność na sali rozpraw z portretami zabitych górnikówTakiego wyroku nikt się nie spodziewał, bo wcześniej zomowcy byli dwukrotnie uniewinniani. Rodzice, żony, dzieci i przyjaciele poległych górników przyjęli werdykt owacją na stojąco. W rękach trzymali karki ze zdjęciami ofiar. Zaśpiewali: "Jeszcze Polska nie zginęła".Według sądu największą odpowiedzialność za krwawą rozprawę z górnikami ponosi dowódca plutonu - Romuald Cieślak. To on po wejściu na Wujka oddał pierwszy strzał w stronę górników i krzyknął do swoich ludzi: "Walimy". Miał to być sygnał do użycia broni. - Widział też, co się potem działo, ale nie wydał rozkazu przerwania ognia ani wycofania się z zakładu - tłumaczyła wczoraj sędzia Monika Śliwińska, przewodnicząca składu orzekającego.Dziewięciu górników z Wujka zginęło, ponad 20 zostało ciężko rannych. Większość śmiertelnych strzałów - ocenił sąd - oddano, kiedy milicjanci nie byli atakowani. Górnicy zginęli od postrzałów w głowę, klatkę piersiową, w jednym przypadku nawet w plecy. Kanały wlotowe pocisków były poziome, co wyklucza trafienie rykoszetami. - Te strzały musiały być precyzyjnie mierzone - podkreślała sędzia Śliwińska. Nie miała wątpliwości, że szkoleni do działań antyterrorystycznych członkowie plutonu specjalnego działali na kopalniach jak grupa szturmowa. - Strzelali nie tylko, by odeprzeć atakujących górników. Po prostu taka była taktyka ich działania - mówiła sędzia.Romualda Cieślaka sąd skazał na 11 lat więzienia - za sprawstwo kierownicze zabójstwa. Polecił też tymczasowo go aresztować. Cieślak, podobnie jak pozostali oskarżeni, nie stawił się na sali rozpraw. Katowicka policja otrzymała nakaz, by go zatrzymać.14 szeregowych członków plutonu skazano za udział w bójce z użyciem broni palnej. - Otwierając ogień do górników, mieli świadomość, że skutki mogą być tragiczne - argumentowała sędzia Śliwińska. Uznała, że strzelali wszyscy, wymierzyła im kary od 2,5 do trzech lat więzienia. - Gdyby udało się ustalić, kto zginął z czyjej broni, odpowiadaliby za zabójstwo - podkreśliła. Było to jednak niemożliwe, bo tuż po akcji na kopalni zomowcy przestrzelili broń (oddawali dodatkowe strzały na strzelnicy, przez co nie można było ustalić, z której konkretnie broni zastrzelono górników). Napisali też fałszywe raporty o jej użyciu.Czekałam na tę chwilę 26 lat - płakała Janina Stawisińska, matka zastrzelonego górnika. Mieszka w Koszalinie, do Katowic przyjeżdżała na każdą rozprawę. Ten wyrok przejdzie do historii, bo sąd uznał w końcu winę oskarżonych. Kara jest już kwestią drugorzędną - mówił Stanisław Płatek, przywódca strajku. Wczorajszy wyrok zapadł na podstawie tych samych dowodów, jakimi sędziowie dysponowali w dwóch poprzednich procesach. Tym razem jednak sąd wnikliwie przeanalizował wyniki sekcji zwłok i badań balistycznych oraz uznał że istniał słynny raport taterników. Była to relacja instruktorów górskich, którzy tuż po pacyfikacji Wujka szkolili zomowców w Tatrach. Podczas imprez i wypraw w góry milicjanci mieli się chełpić, jak strzelali do górników. Te relacje taternicy spisali i wysłali do władz podziemnych "Solidarności". Dwie kopie raportu zaginęły, ale przed sądem jego istnienie potwierdzili Janusz Onyszkiewicz, Zbigniew Bujak i Zbigniew Romaszewski.Z procesu obronną ręką wyszło tylko dwóch oskarżonych. Marian Okrutny, były wiceszef MO w Katowicach, został uniewinniony, bo według sądu od początku oskarżono go niesłusznie, a oficerowie, którzy faktycznie podjęli decyzję o użyciu antyterrorystów przeciwko górnikom, już nie żyli lub stan zdrowia nie pozwalał na postawienie ich przed sądem. Umorzono sprawę Teopolda Wojtysiaka, bo do górników nie strzelał.Wyrok nie jest prawomocny. Apelację zapowiedzieli już obrońcy oskarżonych, oskarżyciele posiłkowi, a nawet prokuratura.Jestem przekonany, że nie wszyscy skazani strzelali do górników. Lepiej byłoby uniewinnić winnego, niż skazać niewinnego - mówi Jerzy Feliks, jeden z obrońców zomowców.
Skazani w procesie Wujka:
11 lat więzienia - Romuald Cieślak
3 lata więzienia - Ryszard Gaik, Andrzej Bilewicz
2,5 roku więzienia - Grzegorz Berdyn, Maciej Szulc, Grzegorz Włodarczyk, Antoni Nycz, Henryk Huber, Zbigniew Wróbel, Józef Rak, Marek Majdak, Edward Ratajczyk, Bonifacy Warecki, Grzegorz Furtak, Krzysztof Jasiński.
Kalendarium Wujka
12/13 grudnia 1981 - aresztowanie przez SB Jana Ludwiczaka, szefa komisji zakładowej "S" w kopalni Wujek.

12:55, gregory501
Link Komentarze (2) »
URZĘDY PAŃSTWOWE NIE DLA UBEKÓW
Jeśli były esbek nie zrezygnuje z funkcji publicznej, grozić mu będzie grzywna, a nawet rok więzienia - proponuje PiS. Dziś każdy z kilkudziesięciu generałów SB i MO dostaje około 7,5 tys. złotych brutto emerytury - wynika z danych MSWiA. -To średnia, bo wiadomo, że świadczenia esbeków były o 20 - 30 proc. wyższe niż milicjantów -mówi senator PiS Zbigniew Romaszewski. Ustawa może dotyczyć 50 tys. osób. Po opublikowaniu listy funkcjonariuszy PRL-owskich służb wszyscy, którzy się na niej znajdą, a sprawują funkcje publiczne (w rozumieniu ustawy o IPN), muszą z nich zrezygnować. Jeśli tego nie zrobią, grozi im grzywna, a nawet rok więzienia. Wyjątkiem są np. sędziowie, dziennikarze, posłowie. Przy premierze powstanie specjalna pięcioosobowa komisja (dwóch historyków zaproponowanych przez prezesa IPN oraz trzech prokuratorów i sędziów z listy ministra sprawiedliwości), do której będą się mogli odwoływać umieszczeni na liście. - Jeśli przedstawią dowody, np. oświadczenia działaczy podziemia, że współpracowali z opozycją w PRL, to ustawa ich nie obejmie - tłumaczył szef Klubu PiS Marek Kuchciński. Funkcjonariusze SB, którzy trafili do policji czy UOP po 1989 roku, też będą mieli obniżone emerytury, ale tylko za okres PRL. - Podzielam kierunek myślenia, który jest fundamentem tej ustawy. To nie jest odpowiedzialność zbiorowa, tylko odebranie przywilejów. Instytut jest w stanie w ciągu roku, dwóch przygotować praktycznie kompletną listę funkcjonariuszy służb PRL -mówi doradca prezesa IPN Antoni Dudek. 600 milionów oszczędności Politycy PiS, przekonując do ustawy, używali także argumentu finansowego. - Minimalne oszczędności, jakie przyniesie ustawa, wyniosą 600 mln złotych rocznie. Tyle wynoszą świadczenia 23 tys. funkcjonariuszy, którzy przeszli na emeryturę przed 1990 rokiem. A być może uda się zaoszczędzić aż dwa miliardy złotych. Dla porównania fundusz zapomogowy dla kombatantów wynosi tylko pięć milionów złotych -mówił Romaszewski. Przeciwko projektowi protestuje właściwie tylko SLD. -To stosowanie odpowiedzialności zbiorowej i odbieranie praw nabytych -mówił poseł Tadeusz Iwiński i ostrzegł, że Sojusz może zaskarżyć ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Pozostałe kluby są za, ale z różnym entuzjazmem. Choć szefowi Klubu PO podoba się pomysł, to niekoniecznie realizacja w postaci tej ustawy. -Odebranie przywilejów ludziom, którzy tworzyli aparat bezpieczeństwa, nie podlega dyskusji. Niestety, obawiam się, że ustawa może się okazać niekonstytucyjna - mówi Bogdan Zdrojewski. - Samoobrona poprze projekt pod warunkiem, że nie będzie sprzeczny z konstytucją i nie będzie wprowadzać zasady odpowiedzialności zbiorowej - dodaje rzecznik Samoobrony Mateusz Piskorski. Nie chciał powiedzieć, czy w tej chwili ustawa spełnia warunki jego partii. Deubekizacji mówią "tak" LPR i PSL. Jak to zrobili nasi sąsiedzi -W Niemczech już w 1990 roku funkcjonariusze Stasi zostali pozbawieni przywilejów emerytalnych -mówi senator Romaszewski. W byłej NRD od tego czasu Instytut Gaucka wydawał specjalne opi nie na temat kandydatów do służby publicznej. Ostateczną decyzję podejmował szef jednostki, a orzeczenie instytutu miało jedynie charakter informacyjny. Ośrodek Studiów Wschodnich półtora roku temu opublikował raport "Problem lustracji w Europie Środkowej i krajach bałtyckich". Wynika z niego, że np. Czesi już w 1990 roku zakazali zatrudniania w administracji, sądownictwie, mediach państwowych i spółkach z większościowym udziałem państwa funkcjonariuszy czechosłowackiej policji politycznej StB. MICHAŁ A. ZIELIŃSKI, pap RZECZPOSPOLITA.PL
11:46, gregory501
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 czerwca 2007
KWAŚNIEWSKI,WAŁĘSA,TUSK I OLECHOWSKI CHCĄ POWROTU III RP!
Wielkie zawirowania polityczne, zmagania kolosów mają swoje konsekwencje w terenie. Walczący o immunitet parlamentarny Kwaśniewski nieoczekiwanie zmienił układ sił. Do tej pory to Tusk mógł wykorzystywać SLD jako zakładnika w przygotowywanym starciu z PiS. Słupki poparcia, trauma po aferach nie kwalifikowały SLD jako lidera antypisowskiego frontu. Jednak powrót Kwaśniewskiego do polityki zmienił wszystko. Wbrew faktom lewicowi i centrowi wyborcy kochają Kwaśniewskiego. Nie ma takiego bagażnika do którego by były prezydent nie wszedł i nie ma takiej drabiny z której by nie zszedł, a i tak pozostaje bożyszczem lewicy i wykształciuchów. Tym bardziej że po dwóch latach niechętne PiSowi środowiska mogą uznać PO za nie dość skutecznego obrońcę III RP. Jeżeli tak się stanie to dojdzie do lawinowego przepływu elektoratu do promowanego przez Kwaśniewskiego LIDU a osłabiona Platforma straci koszulkę lidera. Tym samym skończy się sen Tuska o PO jako partii rozgrywającej. Po przegranej walce o laur partii prawicowej za wirażem czai się następna porażka; klęska PO jako największej partii mogącej konkurować o zwycięstwo w następnych wyborach parlamentarnych. Oczywiście nie obejdzie się bez walki. Zagrożenie ze strony Kwaśniewskiego, faktyczna rejterada Olechowskiego z PO wymusza kontrakcję. Odstawia się do magazynu Rokitę, wystawia Komorowskiego licząc, że wdzięk tegoż sparaliżuje prezia. Tuskowi trudno będzie przyjąć do wiadomości, że przed sromotną klęską w następnych wyborczych może go uchronić jedynie Kaczyński ujawniając przestępstwa liderów lewicy. Konsekwencja taktycznego przesunięcia się Platformy na lewo jest odpuszczenie konserwatywnego elektoratu. Wycofywanie Rokity z pierwszej linii to ważny sygnał polityczny. Ciekawy czy będzie odczytany przez strategów PiSu.Powrót Kwaśniewskiego do polityki ma swoje konsekwencje dla Pomorza. Otóż zastanawiam się co mają wspólnego gdańszczanie , Kaszubi z lewicowymi piruetami Platformy. Oczywiście nie można zapominać że twardy elektorat Platformy na Pomorzu to budowana od prawie 10 lat nomenklatura. Politycy, działacze samorządowi i gospodarczy, którzy swój los i interesy na trwale związali z Tuskiem w skali makro i Adamowiczem w wymiarze lokalnym. Oni w imię własnego interesu zawsze będą głosowali na PO. Co innego ludzie, którzy nie są związani bezpośrednio z PO. Zwłaszcza ci, którzy mają poglądy konserwatywne , prawicowe. Warto pamiętać o specyfice Pomorza. Fakt, że stąd wywodzili się i Tusk i Płażyński spowodował że całe środowiska w naturalny sposób lokowały się w ramach Platformy. Z punktu widzenia działaczy politycznych i samorządowych, wyborców z Pomorza Kaczyńscy byli gdzieś daleko. To wchłonięcie żywiołów prawicowych, post awuesowskich i konserwatywnych spowodowało praktyczną hegemonię PO w regionie. Śmiech ogarnia gdy słyszy się zarzuty o zawłaszczaniu gospodarki i instytucji przez partie koalicji rządowej. W przypadku ewentualnego (na co sie nie zanosi) zwycięstwa PO w następnych wyborach tak na dobrą sprawę większość struktur pozostałaby bez zmian. Tyle tylko, że wycięłoby się parunastu prawicowych oszołomów. Ale ich nie ma co żałować bo przecież tylko PO zna się na gospodarce i ma kompetentnych ludzi. Nie mam racji? Prawda jest taka, że wszędzie, łącznie z Urzędem Wojewódzkim, bez przeszkód urzędują ludzie PO. Nawet wydawałoby się tak czułe i wartościowe dla PiSu frukty jak media publiczne znajdują się pod dużym wpływem PO. Zarządy Radia Gdańsk, TVP Gdańsk, Rady programowe, rady nadzorcze to w istocie kompromis pomiędzy najważniejszymi ugrupowaniami politycznymi w regionie. Ale o tym się nie mówi. Lepiej urządzać konferencje i oskarżać Kaczorów o totalitaryzm i łamanie demokracji. O skali tego kompromisu mówi fakt , że przewodniczącym Rady Programowej gdańskiej TVP jest do dziś człowiek, którego w momencie powoływania nawet Tusk nie chciał uznać jako przedstawiciela powstającej właśnie PO i twierdził, że reprezentuje on (nieistniejącą już) Unię Wolności. Obecna sytuacja PO na Pomorzu jest niejednoznaczna. Z jednej strony jest potęgą skupiającą większość zaangażowanych działaczy samorządowych. Wywiera przemożny wpływ na poglądy prezentowane w mediach. Głosem PO przemawiają dziennikarze, działacze gospodarczy i społecznicy. Platformerskie polemiki wobec programu PiSu z lubością są powtarzane w środowiskach uniwersyteckich. Z całą pewnością prawnicy, notariusze, lekarze kochają PO bo widzą w niej szansę na utrzymanie status quo.Z drugiej zaś strony najliczniejsze nawet zastępy drżących przed lustracją akademików, broniących swoich korporacyjnych przywilejów prawników i strajkujących lekarzy na zasadzie „nie pozwalacie brać nam łapówek to kasa na stół" nie zadecydują o skali wyborczego poparcia w następnych wyborach.Labilność poglądów jest największą słabością PO. Partia, która wymyśla hasło IV RP (Paweł Śpiewak) i w ciągu niewielu miesięcy staje się tej IV RP najbardziej zaciekłym wrogiem musi liczyć się z kłopotami. Jednak nawet największa ideowa ekwilibrystyka to nic w stosunku do tego co może zdarzyć się za powiedzmy rok. Ciekawe jak zachowają się działacze, dzisiejszości sympatycy Platformy gdy okaże się, że na ich grzbietach i przy poparciu ich i Tuska , Kwaśniewski staje do wyścigu o zwycięstwo w wyborach parlamentarnych jako główna siła opozycyjna. Myślę, że takiego obrotu rzeczy platformerski elektorat może najzwyczajniej nie wytrzymać.
10:26, gregory501
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 maja 2007
HISTORIA III RP TOCZY SIĘ OD HISTERII DO HISTERII.
By doznać uczucia mdłości wystarczy posłuchać samozwańczej rady etyki mediów w piątkowym poranku Radia TOK FM i wydawanych przez nią wyroków o sprzedajnych dziennikarzach reżimowych, czy o rzekomych kokosach, jakie płaci im za lizusostwo PiS. Skończyły się skrupuły. Kto nie od nas, tego trzeba zmieszać z błotem - pisze Rafał A. Ziemkiewicz, publicysta "Rzeczpospolitej"

 



 


Historia III RP toczy się od histerii do histerii. Wpływowe media i autorytety stale alarmują o śmiertelnym zagrożeniu i stale podrywają nas do walki z nim. Zagrażał już polskiej demokracji jaskiniowy antykomunizm i "przyspieszacz z siekierą", powtórka wydarzeń na chińskim placu Tienanmen, krwawa wojna jak w byłej Jugosławii, państwo wyznaniowe na wzór Iranu i nacjonalistyczna dyktatura á la Mecziar. Użycie w ustawie zwrotu "wartości chrześcijańskie" miało skutkować przywróceniem cenzury oraz zdławieniem wolności słowa, zakaz aborcji miał pogrzebać nasze szanse na członkostwo w Unii Europejskiej, a konkordat - uczynić nas kolonią Watykanu. Wszystkie przykłady pochodzą z jednej strony politycznych sporów ostatniego piętnastolecia. To prawda, jej przeciwnicy nie pozostawali dłużni - krzyczeli o obozie zdrady narodowej i targowicy, o Balcerowiczu, który Polskę zniszczył i doprowadził do ruiny, o "anszlusie" do masońskiej Unii i wykupieniu przez Niemców.
Zniszczyć wroga
Ale odpowiedzialność za zdeprawowanie polskiej debaty publicznej nie rozkłada się równo. Ci, którzy narzucili histeryczny ton, są bardziej winni od tych, którzy go podjęli. Ci, którzy przez większą część ostatniego piętnastolecia dysponowali przemożnym wpływem na media masowe, ponoszą za stan umysłów większą odpowiedzialność, niż ci, którzy mogli się wypowiadać tylko w salkach przyparafialnych i na łamach niszowych gazetek. Tym bardziej że środowisko, o którym mówię, nic się nie zmieniło. Sposób, w jaki prowadzi walkę z Kaczyńskimi, nie ma nic wspólnego z dziennikarską rzetelnością, z komentarzem politycznym, a także - wbrew gromkim deklaracjom - z troską o demokrację. To, co obserwujemy, to totalna propagandowa wojna, w której od chwili powrotu do politycznej gry Aleksandra Kwaśniewskiego zaczęła się kolejna ofensywa. A na wojnie, jak to ujął Napoleon, istnieje tylko jedno: wróg, którego trzeba dopaść i zniszczyć. Nie ma więc żadnej debaty o Polsce, żadnej refleksji nad stanem demokracji - to tylko poręczne hasła. Nie ma autorytetów, specjalistów, obiektywnych znawców danej problematyki - to tylko żołnierze na froncie, tyle że uważani za doborowych. Jedyna logika i konsekwencja, jakiej można oczekiwać, to ta, która mówi, że wszystko, co służy nam, jest dobre, a wszystko, co może pomóc przeciwnikowi, złe, i że kto nie od nas, tego trzeba zgnoić. Środowiska, które powinny świecić przykładem, instytucje, których autorytet jest dla demokracji niezbędny, dały się wciągnąć w logikę wojny. A autorytet używany jako broń zużywa się nieuchronnie.
Sędziowie a bezstronność
Tak się dzieje z Trybunałem Konstytucyjnym. Cień na jego niezależność padł w momencie, gdy niektórzy sędziowie zaangażowali się, w obronie korporacyjnych interesów środowiska prawniczego, w polityczną inicjatywę wymierzoną przeciwko ministrowi sprawiedliwości. Nieliczni, którzy usiłowali wskazać niestosowność takiego zaangażowania, usłyszeli talmudyczne wywody, że niekiedy sędzia występuje jako sędzia, a niekiedy tylko jako profesor. A potem Trybunał przeszedł do porządku dziennego nad wnioskami o wykluczenie z wyrokowania o lustracji sędziów, którzy wcześniej zwalczali ją jako politycy lub publicyści. Sprawa bezstronności sędziów na świecie traktowana jest poważnie. W USA ściśle przestrzegany obyczaj każe sędziom Sądu Najwyższego - właśnie w trosce o autorytet sądu - wyłączać się z oceniania spraw, w rozstrzyganiu których na niższych instancjach mieli kiedykolwiek w swej karierze udział. Ustawa lustracyjna, powstała jako suma nieprzystających do siebie poprawek, zapewne zasługuje na miano prawnego bubla. Nikt nie broni jej najbardziej krytykowanych zapisów. Jednak rozprawę przed Trybunałem zdominowały proceduralne rozgrywki o to, czy zostanie on wydany przed 15 maja. W tej walce przewodniczący Trybunału przyjął rolę przeciwnika posła Mularczyka, a jego decyzje - odrzucenie wniosków, a potem z kolei bezprecedensowe wykluczenie dwóch sędziów bez rozpoznania zasadności postawionych im zarzutów, zamiast postulowanego odroczenia i rozpatrzenia sprawy - w oczywisty sposób służyły uniknięciu obstrukcji. Jeśli dodamy do tego ekspresję własnych antylustracyjnych przekonań przewodniczącego w ustnym uzasadnieniu wyroku, to trudno nie uznać, że w tej walce o szybkość orzeczenia autorytet Trybunału ucierpiał.
Dobre i złe prawnicze triki
Jako druga strona tego sporu Arkadiusz Mularczyk sięgnął po typowe środki z prawniczego repertuaru. Podważanie bezstronności sędziów i świadków, zasiewanie wątpliwości, domaganie się zmiany składu orzekającego to przecież adwokacka rutyna. Nie chcę w nieskończoność przywoływać tu postępowania mecenasa Widackiego przed sejmową komisją śledczą, którego nikt jakoś nie uznał za zamach na wiarygodność najwyższej władzy ustawodawczej. Ale redakcji "Gazety Wyborczej" muszę w tym kontekście przypomnieć sprawę z czasów, kiedy rząd Leszka Millera próbował brutalnie przejąć kontrolę nad naszą gazetą. "Wyborcza", pal sześć, że nie dostrzegła w tym zagrożenia dla wolności słowa, ale sekundowała w złym dziele, zamieszczając pełen fałszów artykuł o rzekomych oszustwach udziałowców pisma, którym w tym samym czasie zatrzymano paszporty i usiłowano skłonić ich do odsprzedania udziałów wskazanej spółce. Tekst w "Gazecie Wyborczej" był tego rodzaju, że gdy wydawca "Rzeczpospolitej" wytoczył jej proces, wyrok był od pierwszej chwili przesądzony. I wtedy, nie mogąc uniknąć przegranej, prawnik Agory robił wszystko, żeby dla zminimalizowania prestiżowych skutków porażki jak najbardziej odsunąć ją w czasie. Między innymi przez ponad rok nie mógł ustalić miejsca pobytu Adama Michnika i przekazać mu pism procesowych. Ośmielę się stwierdzić, że jeśli nie ma się zahamowań w korzystaniu z rozmaitych prawniczych trików, to ogłaszanie ich w wykonaniu Mularczyka, i to bez przebierania w słowach, zamachem stanu, podłością i nikczemnością, stanowi wyjątkową hipokryzję.
Prawo Kalego
Sposób, w jaki zaangażowane przeciwko władzy media relacjonowały lustracyjną rozprawę przed TK, to jedna wielka hańba. Ale rozumowanie sienkiewiczowskiego Kalego jest w tej wojnie regułą. Czyż nie jest szczytem hipokryzji zachowanie antylustratorów w sprawie profesora Władysława Mąciora? Oto ci sami, którzy w najmocniejszych słowach podważali oskarżenia oparte na zebranych przez historyków dokumentach, dla uderzenia w politycznego przeciwnika nie mieli zahamowań przed rozpętaniem zniesławiającej nagonki wyłącznie na podstawie gołosłownego oskarżenia profesora Andrzeja Zolla, który zresztą teraz wycofuje się z tego oskarżenia rakiem i twierdzi, że o nic Mąciora nie oskarżał, a tylko mówił, iż często widywał go rozmawiającego z esbekami. Być może zresztą rzeczywiście jego wypowiedź zmanipulowano. Tam, gdzie można wrogowi dowalić, niektórzy dziennikarze nagle głuchną i słyszą to, co chcą słyszeć. Na podstawie newsa, że Krzysztof Daukszewicz odmówił występu w Opolu, bo Marcin Wolski próbował go ocenzurować, ogłoszono wojnę satyryczną. Potem sam Daukszewicz stwierdził na naszych łamach, że odmówił, bo ma umówiony koncert gdzie indziej. W "Przeglądzie" zaś napisał, że o cenzurze w telewizji tylko "mówi się" w środowisku, ale on osobiście nie umie podać żadnego przykładu, poza tym, że podobno Wolski raz ocenzurował się sam, wycinając z własnego nagrania dowcip, który po czasie uznał za zbyt toporny.
Dziennikarze w obronie Rywinlandu
Ale cóż tam satyrycy w porównaniu z tym, co wojenka zrobiła w uznanym za główne pole bitwy środowisku dziennikarskim? Wystarczy posłuchać samozwańczej rady etyki mediów w piątkowym poranku Radia TOK FM, i wydawanych przez nią wyroków o sprzedajnych dziennikarzach reżimowych, o rzekomych kokosach, jakie płaci im za lizusostwo PiS, a zwłaszcza ataków na pracowników TVP i PR, by doznać uczucia mdłości. Skończyły się skrupuły - kto nie od nas, tego trzeba zmieszać z błotem, opluć, odmówić mu wszelkich kwalifikacji, uczciwych intencji i jeszcze na dokładkę wyszydzić mankamenty jego urody. Prawdziwi dziennikarze to tacy, jak początkujący prezenterzy wspomnianego tu TOK FM, potrafiący z przekonaniem wmawiać słuchaczom, że "w latach 1989 - 1991 Jarosław Kaczyński pracował w cenzurze, tak, tak, proszę państwa, pracował w cenzurze!". Patrząc na to wzorcowe, jedynie słuszne dziennikarstwo, stające dziś murem w obronie wszelkich patologii Rywinlandu, mam wrażenie, że jego podstawą jest sztuka umiejętnego wtrącania "mimochodem". Przykład z "Gazety Wyborczej" - opisywała ona sprawę sędzi, której postawiono zarzut przyjęcia łapówki. Zarzut jest słabo umotywowany, oskarżenie wysunęła osoba skazana za oszustwa, sprawa wozi się po różnych instancjach i nie może się doczekać rozstrzygnięcia. I wszystko to puentuje "Wyborcza" refleksją: a co by było, gdyby sprawa sędzi X. trafiła przed sąd 24-godzinny? Wystarczy się chwilę zastanowić: nic by nie było i być by nie mogło, bo przecież procedura sądów 24-godzinnych dotyczy wyłącznie ściśle określonych spraw, w których wina nie ulega wątpliwości. Co ma piernik do wiatraka? Ano to, że zawsze dobrze jest wsączyć w mózg czytelnika odrobinę jadu, umocnić wrażenie, że Kaczyńscy psują wymiar sprawiedliwości. Takie kropelki jadu rozsiewane są po szpaltach, programach telewizyjnych i radiowych codziennie - tu drobna manipulacja, tam przekręcony fakt albo wciskane w potoczne myślenie fałszywe uogólnienie.
Lepszy już chór Armii Czerwonej

To samo, co grupa przemądrzałych gwiazdorów robi od kilkunastu miesięcy z dziennikarstwem, usiłuje się zrobić z całym społeczeństwem, wysyłając je na wojnę - oficjalnie w obronie zagrożonej demokracji. Ale śmiem podejrzewać, że bardziej idzie w tej wojnie o obronę interesów pewnych grup i osób, które perspektywą uporządkowania piętnastoletniego bałaganu w różnych dziedzinach czują się po prostu zagrożone. Jeśli mamy rozmawiać o stanie polskiej demokracji - ja osobiście zgłaszam się do takiej rozmowy chętnie - to nie możemy apriorycznie zakładać, że zagraża jej wyłącznie "silne państwo", takie, jak rozumieją swą wyborczą obietnicę bracia Kaczyńscy. Musimy także rozważyć, jakim zagrożeniem dla demokracji jest oligarchia, a jakim nieformalne powiązania, których symbolem pewnie niedługo stanie się złoty Franc Muller Kwaśniewskiego, tajemniczy prezent od można-tylko-podejrzewać-kogo. Zadawanie pytań o to "Polityka" i "Gazeta Wyborcza" z uporem godnym lepszej sprawy usiłują wyszydzić. No tak, ale o zagrożeniach, jakie niosą dla demokracji oligarchia i korupcja, trudno dyskutować pod auspicjami Kwaśniewskiego, Wałęsy i Olechowskiego, gdy spotkanie organizują Czarzasty z Wachowskim i Piskorskim. To nie żadna dyskusja - to chór intelektualistów polskich pod gościnną dyrekcją Jacques'a Segueli. Chór mający w repertuarze tylko jedną, wojenną pieśń: powróćmy jak za dawnych lat i udawajmy, że Rywin nigdy nie przyszedł do Michnika. To ja już wolę posłuchać "Wstawaj, strana agromnaja" w wykonaniu chóru Armii Czerwonej. Podobne, ale ładniejsze.

12:45, gregory501
Link Dodaj komentarz »
STALINOWSKIE KORZENIE
Ludzie PRL, dawni działacze PZPR, wielu organizatorów pierwszej „Solidarności”, inicjatorzy, twórcy i uczestnicy „okrągłego stołu” unikają, jak diabeł święconej wody ujawniania życiorysów...) oraz bliższych informacji o swojej roli, zarówno w PRL, jak  i  III RP. Obawiają się bowiem, że gdyby społeczeństwo dowiedziało się prawdy o ich przeszłości inaczej by się mogło zachować w czasie wyborów do parlamentu i do innych obywatelskich reprezentacji. Toteż dobrze się stało, że grupa opozycyjnych działaczy i publicystów próbuje przypomnieć prawdę o ludziach, którzy, jak kameleony zmieniali swoje barwy polityczne, ideologiczne, a nawet nazwiska. Oczywiście taka działalność demaskatorska wymaga od ich inicjatorów, charakteru, zasad moralnych, rzetelności, odpowiedzialności, uczciwości, cywilnej odwagi. Ale nie wystarczy tylko przypominać i wypomnieć, że ktoś w przeszłości należał do obozu rządzącego, był faworytem władz PRL, partii. Trzeba również  wskazać,  z jakich korzystał  przywilejów, jakie czerpał on, i jego najbliżsi, z tego korzyści. Dlaczego np. Bronisław Geremek w okresie najgłębszego stalinizmu w Polsce wyjeżdża na studia do Paryża, kto go tam wysłał, za jakie zasługi, jakie pełnił tam funkcje i zajmował stanowiska; podobnie Karol Modzelewski i inni beneficjanci ówczesnych władz. Nie można pominąć życiorysów takich postaci, jak Stanisław Ciosek. On sam przemilcza np. swoje rodzinne koligacje, zajmowane stanowisko pierwszego sekretarza KW PZPR w Jeleniej Górze, milczy o nadużyciach i przekrętach finansowych, jakich tam dokonywał. Nie powinno się przemilczać ani tuszować roli i dywersyjnej działalność Karola Modzelewskiego w „Solidarności”, szkód, jakie wyrządził tej organizacji i Polsce. Społeczeństwo wciąż nie zna przeszłości wielu wpływowych do niedawna ludzi, którzy odpowiadają za to , co się w Polsce stało: za miliony bezrobotnych, rozkradziony majątek narodowy, za zubożenie Narodu, za krzywdy, za miliony  głodnych dzieci, za nędze byłych pracowników PGR-ów, za choroby, kalectwa i przedwczesną śmierć setek tysięcy obywateli, za pozbawienie setek tysięcy starszych ludzi, emerytów, rencistów wielodzietnych rodzin,  mieszkań, za skazanie młodych pokoleń Polaków na  poszukiwanie chleba za granicą...   Młodsze pokolenie nie zawsze wie i rozumie, kto mu zgotował taki los. Nie wie nic lub bardzo niewiele, że sprawcami ich nieszczęsnego losu są członkowie partii wywodzący się z Unii Demokratycznej, przekształconej w Unię Wolności, a ostatnio w Partię Demokratyczną, że znaczna cześć dzisiejszych elit politycznych, gospodarczych, kulturalnych pochodzi z rodzin dawnych stalinowskich władców Polski. Warto, więc uświadomić Polakom zasięg i skalę tego zjawiska. Dlatego pozwoliłem sobie wykorzystać do tego celu gotowe, rzetelnie opracowane, znowu aktualne materiały sprzed kilku lat Pawła Sergiejczuka i Jerzego Roberta Nowaka. Jest bardzo smutne, że mimo istnienia od kilku lat tych demaskatorskich dowodów osoby skompromitowane wciąż egzystują w życiu publicznym: Leszek Balcerowicz, Barbara Labuda, Władysław Frasyniuk, Lech Wałęsa, Andrzej Olechowski, Hanna Gronkiewicz Walc, Jan Krzysztof Bielecki, Paweł Piskorski, Bronisław Geremek, Karol Modzelewski, Adam Michnik, Jan Lityński  i kilkaset podobnych osób.  Poniżej cytujemy te  materiały  bez uzupełnień i bez komentarza   Dr Leszek Skonka  Pan Paweł Siergiejczuk dowodzi, że wielu potomków bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj, nie tylko szeregi SLD, ale także tzw. postsolidarnościowe ugrupowania polityczne, a przede wszystkim Unię Wolności, Platformę Obywatelską, Samoobronę.  Czołowy polityk lewicy, były wicepremier i marszałek Sejmu Marek Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, który naprawdę nazywał się Aron Berman, w roku 1944 był założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym "Życia Warszawy", a w latach 1951-1967 - zastępca redaktora naczelnego "Trybuny Ludu". .(…) 1996 r.). „Inny bliski współpracownik Kwaśniewskiego, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec, również pochodzi z takiej rodziny: Jego ojciec był wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego "Siarkopol", matka - prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, "Życie" z 26-27 października 1996 r.). W prezydenckiej Kancelarii został zatrudniony także znany (m.in. z publikacji na lamach prasy prawicowej!) publicysta i poeta, Aleksander Rozenfield ( dziś minister Spraw Zagranicznych , przyp. L.Skonka), który w tekście pt. Być Żydem w Polsce pisał: Moi rodzice po to, by nie być obcymi wymyślili, że bedą budować komunizm, to była właśnie ideologia, która kazała wierzyć, ze ludzie są sobie równi, bez względu na kolor skory, religie i status społeczny. Uwierzyli jeszcze przed wojna, ocalili życie w sowieckiej Rosji i wrócili do Polski, nie rozumiejąc, że słowo komunista będzie się właśnie w Polsce kojarzyć z Żydami ("Najwyższy Czas!" Z 12 marca 1994 r.).

Od UB do UW

Ale nie tylko w pobliżu SLD i prezydenta Kwaśniewskiego znaleźli się potomkowie "zasłużonych" komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazło swoje miejsce w Unii Wolności, gdzie prym wiodą działacze, którzy partyjne legitymacje nosili jeszcze za życia Bieruta - Bronisław Geremek i Jacek Kuroń. W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje się np. poseł Jan Lityński, którego rodzice byli komunistami jeszcze przed wojna; ojciec zmarł w 1947 roku. (...) Lityński najwcześniej wkroczył do historii. Jako sześciolatek na manifestacji 22 lipca 1952 roku podbiegł do trybuny i wręczył Bierutowi kwiaty (A. Bikont, Siedmiu spośród wybranych, "Magazyn Gazety Wyborczej" z 5 listopada 1993 r.).
Inni prominentni członkowie UW posiadają podobne związki rodzinne: prezydent Warszawy Marcin Święcicki jest zięciem PRL-owskiego wicepremiera, członka KC PZPR w latach 1948-1981 Eugeniusza Szyra. (sam Święciki  był także w fazie końcowej sekretarzem KC PZPR,   przyp. L.Skonka) członkiem  zaś, czołowy udecki ekonomista Waldemar Kuczyński , przyznał się do tego, iż jego teściem był Stefan Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR w roku 1956. Zatrudniona przez Święcickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-Centrum, żona posła UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest córka przedwojennej działaczki KPP Reginy Okrent, która w latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi.
Burmistrzem warszawskiego śródmieścia w latach 1990-1994 był Jan Rutkiewicz, syn Wincentego, działacza komunistycznego, który zginął w czasie wojny, i Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii Sekretariatu KC PZPR. Matka Jana Rutkiewicza po wojnie wyszła za mąż za Artura Starewicza, który w latach 1949-1953 był kierownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR, a następnie sekretarzem CRZZ i sekretarzem KC PZPR.

"Sami swoi" w Ministerstwie Spraw Zagranicznych

Również wśród pracowników sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96 wiceministrem w tym resorcie był Stefan Meller, którego ojciec, Adam pracował w Informacji Wojskowej, a następnie, do roku 1968, w dyplomacji (…). Dyrektorem Departamentu Studiów i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Natomiast stanowisko dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowała do niedawna Małgorzata Lavergne, córka znanego działacza komunistycznego, pierwszego szefa Głównego Zarządu Politycznego LWP, gen. Wiktora Grosza, który jeszcze przed wojna nosił nazwisko Izaak Medres. Stanowiąca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to również strefa wpływów potomków stalinowskiego aparatu. Jej prezesem jest Aleksander Smolar, członek władz Unii Wolności, syn Grzegorza, który do roku 1968 był redaktorem naczelnym "Folks-Sztyme", organu popieranego przez władze PRL Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w KC PZPR. Sekretarzem Fundacji był do niedawna Józef Chajn, którego ojciec, Leon, był w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwości, a do roku 1961 sprawował kontrole nad "sojuszniczym" Stronnictwem Demokratycznym.

07:29, gregory501
Link Dodaj komentarz »
STALINOWSKIE KORZENIE

Korzenie Ruchu Stu

Ludzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy także na prawicy. Poseł z ramienia Akcji Wyborczej "Solidarność", prezes liberalnego Ruchu Stu, Czesław Bielecki, tak mówił o swoich rodzicach: Wyrastałem w rodzinie zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Ojciec, z wykształcenia matematyk, był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Oświaty w latach pięćdziesiątych. Wyleciał z tego stanowiska razem z Władysławem Bieńkowskim, gdy Gomułka "zwijał" Październik.  Matka była urzędniczka w Głównym Urzędzie Statystycznym, zajmowała się demografia. Rodzice komunizowali jeszcze przed wojna (E. Boniecka, Bliżej polityków, Toruń 1996).

Towarzystwo z "Wyborczej"

Terenem, na którym szczególnie mocno usadowiło się drugie pokolenie stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem największej w Polsce gazety jest przecież Adam Michnik, syn przedwojennego komunisty Ozjasza Szechtera i autorki zakłamanych podręczników do historii, Heleny Michnik, a także brat ubeckiego "sędziego", Stefana Michnika.  Redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" wspiera jego zastępczyni, Helena Łuczywo, córka innego KPP-owca, a po wojnie kierownika wydziału w KC PZPR, Ferdynanda Chabera. Drugim zastępcą Michnika był do niedawna dziś prowadzący "Rozmowy Dnia" w programie Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego (WOT) Ernest Skalski, syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistów, którzy później pracowali w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie. Jerzy Urban napisał o nim: Pochodzenie Skalskiego z rodziców-aparatczykow - zgodnie z dominującą regułą - musiało go zaprowadzić w końcu do opozycji (J. Urban, Alfabet Urbana, Warszawa 1990). Czołowym publicysta "GW" jest Konstanty Gebert, podpisujący swoje teksty jako Dawid Warszawski, a od niedawna także redaktor naczelny żydowskiego miesięcznika "Midrasz". Ojciec Geberta, Bolesław, był po wojnie ambasadorem PRL w Turcji, a matka, Krystyna Poznanska-Gebert, w latach 1944-1945 organizowała Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie.

Dziennikarze czerwoni od pokoleń

Redaktorem naczelnym zlikwidowanego niedawno "Sztandaru Młodych" był Michał Komar, który jest jednocześnie prezesem Unii Wydawców Prasy. Jest on synem Wacława Komara, dowódcy walczących w Hiszpanii "dąbrowszczaków", a następnie PRL-owskiego generała, i Marii Komar, która działalność komunistyczną rozpoczęła również przed wojna, jeszcze pod nazwiskiem Rywa Cukierman. Wydawca i szef tygodnika "Nie", Jerzy Urban, również może się pochwalić podobnym pochodzeniem. Jego ojciec, co prawda zaczynał karierę polityczna i dziennikarską w przedwojennej PPS, jednak zaraz po wojnie włączył się w działalność PKWN, był również członkiem kierowanej przez Bieruta Krajowej Rady Narodowej. Wieloletni kolega Urbana z "Polityki", obecnie ambasador Polski w Chile, Daniel Passent, był wychowywany przez wuja, przedwojennego komunistę, generała Jakuba Prawina, po wojnie wiceprezesa NBP i wojewodę olsztyńskiego. Z kolei dziennikarzem "Tygodnika Solidarność" jest Antoni Zambrowski, syn Romana, jednego z czołowych stalinowców, członka Biura Politycznego KC PPR i PZPR w latach 1944-1963. Szefem polskiego oddziału agencji Reutera jest natomiast Michal Broniatowski, którego ojciec, pułkownik Mieczysław Broniatowski, od roku 1945 był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Lodzi, a następnie dyrektorem Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW.

W kulturze - jak za Bieruta

Również w dziedzinie kultury można zauważyć silna pozycje dzieci dawnych rządców Polski. Bardzo modnym wśród studeckiej inteligencji kwartalnikiem "Zeszyty Literackie" kieruje Barbara Toruńczyk, córka Henryka, działacza komunistycznego jeszcze sprzed wojny, i Romany, do 1968 roku pracującej w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR. Inny publicysta i poeta o tej samej orientacji ideowej, Tomasz Jastrun, jest synem Mieczysława, znanego poety, po wojnie redaktora marksistowskiego tygodnika "Kuźnica", który z partii wystąpił w 1957 roku, a wiec zaraz po zakończeniu okresu stalinowskiego. Mieszkający obecnie w Australii (ale publikujący w "Gazecie Wyborczej") poeta i pieśniarz, niegdyś "bard opozycji", Jacek Kaczmarski, tak mówił o swojej rodzinie: Mój dziadek był przed wojna zaangażowanym komunistą, po wojnie zaś komunistycznym dygnitarzem. (...) Wierzył w dziejowa misję partii itd. Po wojnie znalazł się wiec w kręgach władzy, byl ambasadorem w Kambodży, pełnił jakieś dyplomatyczne funkcje w Szwajcarii, potem pracował w ministerstwie oświaty. Z partii wystąpił w 1981 roku. Jego żona, czyli moja babcia (...) pochodziła z rodziny żydowskiej, co jak przypuszczam, nie pozostało bez wpływu na zesłanie mojego dziadka do ministerstwa oświaty po 1968 roku (wywiad pt. Chce konfrontacji, "Tygodnik Solidarność" z 4 maja 1990 r.).

 Filmowe imperium

Wśród najgłośniejszych reżyserów filmowych znajdziemy dzisiaj Janusza Zaorskiego, byłego prezesa Radiokomitetu i przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, którego ojciec w pierwszym okresie PRL-u był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Finansów, a następnie wiceministrem kultury i sztuki odpowiedzialnym za film. Bratem Janusza Zaorskiego jest znany aktor, Andrzej Zaorski. Inne znane rodzeństwo filmowe to Agnieszka Holland i Magdalena Lazarkiewicz, dwie reżyserki, których ojcem był Henryk Holland, przedwojenny komunista, w czasie wojny ochotnik w Armii Czerwonej, później redaktor naczelny "Walki Młodych" i dziennikarz "Trybuny Ludu". W tej ostatniej gazecie, organie KC PZPR, w okresie stalinowskim pracowała również matka Marcela Lozinskiego, reżysera znanego z proudeckich sympatii. Inny reżyser, Andrzej Titkow, jest synem Walentego, byłego I sekretarza KW PZPR w Warszawie.

 Genealogie profesorów

Podobne rodowody posiada wielu znanych ludzi nauki. Profesor historii średniowiecznej, a zarazem były senator OKP i działacz Unii Pracy, Karol Modzelewski, pochodzi z rodziny przedwojennych komunistów, zaś jego ojczymem był czołowy stalinowiec, minister spraw zagranicznych w latach 1947-1951, Zygmunt Modzelewski. Inny historyk, profesor Instytutu Historii PAN, Jerzy W. Borejsza, jest synem zmarłego w roku 1952 komunistycznego dyktatora w dziedzinie kultury, Jerzego Borejszy, który przed wojną nazywał się Beniamin Goldberg. Profesorem politologii na filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, a zarazem redaktorem naczelnym Wydawnictwa Naukowego PWN, jest Jan Kofman, syn Jozefa, sekretarza i członka Prezydium CRZZ do roku 1968…  Paweł Siergiejczyk  na zakończenie cytowanych przykładów  kończy stwierdzeniem, że chciał  „pokazać, w jakim stopniu obecne elity naszego kraju wywodzą się z elit, które kilkadziesiąt lat temu, w najciemniejszym okresie stalinizmu, rządziły Polska „.  I stawia retoryczne pytanie: „Czy tak duża ilość ludzi o podobnych rodowodach w polskiej polityce, prasie, kulturze i nauce, to tylko zwykły przypadek, czy raczej planowe promowanie ludzi z "czerwonej arystokracji"? 

07:28, gregory501
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 maja 2007
10 NAJZABAWNIEJSZYCH GŁUPOT III RP /ciąg dalszy/
Głupota 6
Tajni współpracownicy? Mit komunofobów (Bronisław Geremek, posiedzenie Sejmu RP 5-6.04.1990; Lesław Maleszka, „Gazeta Krakowska" 30.11.1992; Jan Turnau, „Gazeta Wyborcza" 15.05.2006)
Wbrew oczywistym faktom Bronisław Geremek pouczał, iż „nie ma żadnych podstaw do stwierdzenia, że ludzie z »Solidarności« (czy Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego) mieli powiązania ze Służbą Bezpieczeństwa", a Lesław Maleszka straszył, że „retoryka dekomunizacji (…) w istocie jest retoryką apartheidu". Po piętnastu latach Jan Turnau, skonfrontowany z dokumentami wskazującymi na współpracę ks. Czajkowskiego z SB, orzekł o TW Jankowskim: „Wiem, że zdolny jest do wszystkiego, by bliźniemu pomóc, i do niczego, żeby mu zaszkodzić. Takim ludziom jest na tym świecie ciężko”.

Głupota 7
Tolerujemy jedynie własne poglądy (Kinga Dunin, „Rzeczpospolita" 5-6.07.2003; „Tygodnik Idei - Europa" 145/2007)
Stare wzorce w Polsce bardzo szybko odżyły i dziś, tak jak niegdyś, wysublimowani myśliciele nie dostrzegają sprzeczności w jednoczesnej apoteozie demokracji i totalitaryzmu: Naszym celem jest „wolna debata w przestrzeni publicznej" i „taka hegemonia, która pozwoliłaby na zawsze z dyskursu wykluczyć pewne treści".
Głupota 8
Monopol zwiększa jakość usług (oświadczenie Naczelnej Rady Adwokackiej 09.07.2003)
Polskim prawnikom udało się opatentować nowe prawo ekonomii, które dziwnym trafem przypomina dawny socjalistyczny koncept: wolna konkurencja szkodzi klientom. Rzecznik prasowy NRA Agnieszka Ostrowska-Metelska stwierdziła bowiem, że „otwarcie zawodów prawniczych (…) doprowadzi do obniżenia jakości usług prawniczych".
Głupota 9
Katolicyzm bije polskie kobiety (Magdalena Środa, wypowiedź na konferencji w Sztokholmie i komentarz 8-9.12.2004)
Klarowny i zakorzeniony w faktach wywód Magdaleny Środy uczynił z niej najważniejszego spadkobiercę szkoły lwowsko-warszawskiej na genderowej konferencji w Sztokholmie. Najwyraźniej pani minister bardzo chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała jak. „A więc religia pośrednio toleruje przemoc?". - „Jasne! To znaczy, trudno powiedzieć toleruje, Kościół nie będzie nigdy za przemocą. Pamiętamy cały wysiłek Jana Pawła II, by zrównać pozycję kobiet i mężczyzn. Ale gdyby się przypatrzeć, jakie są główne źródła podległej sytuacji kobiety, to byśmy powiedzieli: religia, i one są tym bardziej podległe, im bardziej religia jest żywa. Tym bardziej kobiety są równe, im bardziej wpływ religii oddziałuje tylko na sferę eschatologii, życia prywatnego, a nie na sferę życia publicznego. Więc myślę, że to jest taka strasznie mocna siła". „Sprostowanie" Magdaleny Środy stało się klasyką myślowego niechlujstwa: „O ile katolicyzm jest fundamentem dla pewnej trwałej w Polsce struktury rodziny i jeśli z tej struktury rodziny i podległej roli kobiety wynika przemoc, to w pewnym sensie katolicyzm, który buduje tę rodzinę, pośrednio jest z tą przemocą jakoś związany".
Głupota 10
Bracia Kaczyńscy nigdy nie przestali grać w bajce „O dwóch takich...", a dziecinne role zdeterminowały wszystkie ich wybory (Elżbieta Sołtys, „Puls Biznesu" 16/2006)
W wywiadzie, który z niewyjaśnionych przyczyn nie stał się intelektualnym przebojem ostatnich lat, psycholog społeczny Elżbieta Sołtys przy wtórze redaktorów „Pulsu Biznesu" zagłębiła się w ponure zakamarki psychiki braci Kaczyńskich: „Wydarzenia z filmu ujawniają się później w dorosłym życiu. Coś, co było symboliczne, było fantazją, scenariuszem filmowym, staje się treścią realnego życia. Tak twierdzą na przykład zwolennicy psychoanalizy Lacanowskiej. (…) Księżyc symbolizuje władzę. Jacek i Placek mówią, że księżyc jest ważniejszy od słońca, bo oświetla noc. Co to znaczy? Że mogą oświetlić mroki rzeczywistości, pokazać ją ludziom, kiedy zdobędą władzę. (…) Poświęcą wszystko, żeby osiągnąć cel. Mówią: zrobimy wszystko, żeby do tego księżyca dojść. I wykorzystują wszystkich, których spotykają. Osła, pelikany. Pelikanom za transport obiecują ryby. Podobnie kuszą napotkanego osła, byle tylko na jego grzbiecie dojechać do celu. Ten osioł jest dość wyrazisty i filozoficzny. Pewnie tym osłem w rzeczywistości był dla Kaczyńskich Wałęsa. (…) Wałęsa, na którym się chcieli przejechać, a który wierzgnął. (…) Ksiądz Rydzyk to jest koza. Koza, która pojawia się, potem znika. To element duchowy, nadprzyrodzony. Koza to też element szatański". Po trzech stronach tego typu psychoanalizy dziennikarze nabrali jednak podejrzeń, wszystko jakoś za bardzo się tu zgadzało: „Poważnie?". - „Naprawdę! Ja tak pracuję z ludźmi i oni zaczynają rozumieć, co im się w życiu wydarza. Ktoś przychodzi i ja go pytam o opowieść z dzieciństwa. Prawie zawsze jest ona odtwarzana ciągle od nowa, przez całe życie". Tych dziesięć perełek nonsensu daje tylko przybliżone pojęcie, jakiej torturze został poddany intelekt w III RP i jak wielki był codzienny trud Polaków, by w ślad za opiniotwórczymi elitami nie odejść od zmysłów. Z głupoty można się śmiać, ale gdy cała kultura zamienia się w żart, nikomu już nie jest do śmiechu. Od 1989 r. inteligencja nieustannie boczyła się na masy, że nie chcą jej słuchać. Autorytety groziły zaś, że jak tak dalej pójdzie, upadną, a wraz z nimi Rzeczpospolita ulegnie całkowitej zagładzie. Wśród tych wszystkich ostrzeżeń przed widmem „populizmu", „nacjonalizmu", „autorytaryzmu” i „faszyzmu” inteligencja zupełnie straciła z oczu swoje własne powołanie. Oskarżając gmin o „antyintelektualizm”, nie zauważyła, że to ona stała się antyintelektualna. Z obrońcy prawdy i rozumu przeistoczyła się w adwokata nieprawdy i bezrozumu. Największym wrogiem inteligencji nigdy nie byli Tymiński i Lepper. Największym wrogiem inteligencji jest ona sama

09:42, gregory501
Link Dodaj komentarz »
10 NAJZABAWNIEJSZYCH GŁUPOT III RP
Inteligencja bez inteligencji
Trzecia Rzeczpospolita zamiast przynieść otrzeźwienie, stworzyła twórcom absurdu okazję do wielkiego coming-out. W zalewie głupoty powszedniej coraz więcej jest głupoty obezwładniającej i horrendalnej. Jej najbardziej jaskrawe przykłady, gdy wyłowić je z pseudonaukowego żargonu i owych "jakby", "w pewnym sensie" i "wydaje się", zaczynają nawet bawić. Można by przy nich zrywać boki, gdyby nie to, że nieustannie powtarzany żart - zamiast salw śmiechu - może sprowokować lekarską interwencję.
Głupota 1
Homoseksualna parada zwiększy polski PKB (Edwin Bendyk, Jacek Żakowski, "Miłuj geja swego", "Polityka" 23/2004)
Max Weber byłby wstrząśnięty odkryciem dwójki Polaków. Wbrew jego teoriom to nie wyrzeczenia i inwestycje prowadzą do rozwoju gospodarczego, lecz promocja homoseksualizmu. Nawet Karol Marks nie posiadałby się ze zdziwienia - dzisiaj kapitaliści nie bogacą się, wyzyskując robotników, lecz zachęcając mniejszości do paradowania z gołą pupą.
Sprzeciw Lecha Kaczyńskiego wobec gejowskiego zlotu w Warszawie dwójka dziennikarzy skomentowała w iście apokaliptycznym stylu: „Długofalową istotą formalnie obyczajowego konfliktu może się okazać wybór między stagnacją a modernizacją, to znaczy między przaśnością, biedą i upokorzeniem pozornie jednorodnej Polski kartoflanej a dumą, kreatywnością i dobrobytem otwarcie różnorodnej Polski nowoczesnej". Innymi słowy, weto wobec kilkugodzinnego przemarszu homoseksualistów może pogrążyć Polskę w wiekuistej nocy gospodarczej zapaści. Teza Bendyka - Żakowskiego nie zasłużyłaby na zaszczytne pierwsze miejsce, gdyby nie fakt, że do swojego porażającego wywodu udało im się zaprząc katolicyzm. Nie wystarczyło mówić głupio, trzeba było jeszcze tę głupotę skąpać w papieskim blasku: „Kiedy prezydent Lech Kaczyński zakazał Parady Równości w Warszawie, uzasadniając to ochroną przestrzeni publicznej przed manifestowaniem opcji seksualnych, obecny akurat w Warszawie Charles Taylor - zapewne najwybitniejszy dziś katolicki filozof moralny i referent organizowanych przez Jana Pawła II sympozjów w Castel Gandolfo - zareagował wybuchem gromkiego śmiechu". Można by pomyśleć, że sodomia nie jest już „grzechem wołającym o pomstę do nieba", jak głosi katechizm, lecz stała się niewinną igraszką, wzbudzającą rubaszny rechot. Trzeba jednak lojalnie przyznać, że nawet jeśli promocja homoseksualizmu nie doprowadzi Polski do dobrobytu, to istnieje duża szansa, że do dobrobytu doprowadzi dwójkę autorów „Polityki". Za swój artykuł otrzymali oni nagrodę Unii Europejskiej - Journalist Award 2005: For Diversity. Against Discrimination.
Głupota 2
Jan Paweł II zdemoralizował Polaków (Tadeusz Bartoś, „Zrozumieć Jana Pawła II. Próba hermeneutyczna", „Znak" 1/2006)
Absurdalna wiara Żakowskiego - Bendyka, że każde twierdzenie musi mieć papieskie imprimatur, dla Tadeusza Bartosia byłaby świadectwem umysłowej aberracji, właściwej tym wszystkim Polakom, którzy nie nauczyli się jeszcze myśleć na własny rachunek. Nie dość, że cały czas podpierają się papieżem, to podpórka, jaką sobie wybrali, jest bardzo lichej jakości: „Karol Wojtyła - dowodzi autor - silnie osadzony w polskiej historii, tradycji, w narodowym micie, będącym wielką opowieścią Polaków o sensie własnych dziejów", „w sposób naturalny" stał się zamknięty na Innego, bezkrytyczny wobec romantycznych mitów i wobec własnej misji, jego myślenie zostało skażone „konserwatyzmem”, „dualizmami”, „fałszywą wyższością wobec Europy Zachodniej” i w konsekwencji zamiast „podnieść poziom życia i pracy rodaków”, papież „uniemożliwiał dialog”, „podtrzymywał nasze narodowe wady” i wywarł „efekt demoralizujący”. Możemy się pocieszyć jedynie tym, że gdyby nie Jan Paweł II, komunizm zapewne trwałby do dzisiaj, a Bartoś publikowałby swoje tezy nie w niszowym „Znaku", ale w poczytnej i wpływowej „Trybunie Ludu" (lub „Polityce”).
Inteligencja bez inteligencji
Głupota 3
Legalizacja przestępstw prowadzi do spadku ich liczby (Jan Hartman, „Ucywilizujmy eutanazję", „Gazeta Wyborcza" 3-4.07.2004; „Chrońmy życie poczęte, ale na serio”, „Gazeta Wyborcza” 2-3.10.2004)Mechanizmy przyczynowe sprawiają kłopot Janowi Hartmanowi, wybitnemu kierownikowi Zakładu Filozofii i Bioetyki Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego: „Tak jak w wypadku wielu negatywnych zjawisk (…) bezwarunkowa kryminalizacja eutanazji spycha ją do podziemia i może sprzyjać jej rozprzestrzenieniu". „Bioetycy w przeważającej większości odrzucają ten radykalizm i popierają legalizację eutanazji, jakkolwiek pod surowymi warunkami i raczej w wyjątkowych wypadkach". Twierdzenia krakowskiego etyka są niefalsyfikowalne, bo co to znaczy „może sprzyjać"? Zawsze coś „może" sprzyjać: Stalin „sprzyjał” pokojowi (choć mu to nie wychodziło), a Bierut - modernizacji (tyle że nieudolnie). W wypadku przerywania ciąży autor nie ma już jednak wątpliwości. Kiedy mówi „może sprzyjać”, myśli po prostu „sprzyja”: „Kto więc domaga się jak najsurowszych zakazów, (…) ten po prostu działa na rzecz szerzenia się aborcji, (…) spycha ten proceder do podziemia i służy jego rozkrzewieniu”. „Surowe prawo (…) jest niewykonalne. I to z trzech co najmniej powodów. Po pierwsze, brak pokrzywdzonych, którzy mogliby denuncjować przestępstwo. Po drugie, z reguły brak świadków i corpus delicti. Po trzecie, (…) rozstrzyganie w konkretnym wypadku, czy i w jakim stopniu zaszło pogwałcenie normy prawnej, jest prawie niemożliwe”. Wniosek: zalegalizować aborcję.
Uprawianie etyki wydaje się łatwe. Na rzecz swych tez nie trzeba przytaczać żadnych danych, wystarczy głębokie moralne przekonanie i żarliwe zapewnienie. Gdzieś w tle formułowany jest tutaj kolejny niefalsyfikowalny argument, tym razem „klimatyczny", zgodnie z którym to właśnie zagadkowa „atmosfera najsurowszych zakazów" miałaby prowadzić do zwiększenia przestępczości. Jeśli jednak Hartman chciałby, by czytelnik brał go poważnie, powinien pokazać, jak już sam fakt, że osobie A grozi kara za dokonanie przestępstwa X (aborcji, eutanazji), prowadzi do zwiększenia liczby przestępstw X dokonywanych przez osobę A. Łatwiej chyba dokonuje się przestępstw, gdy za to żadna - zwłaszcza surowa - kara nie grozi, nieprawdaż? Dlaczego swojego bezbłędnego rozumowania Jan Hartman nie zastosuje przy analizie zjawiska, dajmy na to, pedofilii? Czy też uważa, że „bezwarunkowa kryminalizacja zepchnęłaby ją do podziemia i mogła sprzyjać jej rozprzestrzenieniu"? Czy w związku z tym również wyciąga wniosek, że pedofilia powinna być legalna, „jakkolwiek pod surowymi warunkami i raczej w wyjątkowych wypadkach"? Dziwić może, że przełomowe ekspertyzy Hartmana nie zostały dostrzeżone przez „łowców skór". W tym świetle bowiem to, że zabijali osoby starsze, nie byłoby przestępstwem: „Po pierwsze, brak pokrzywdzonych, którzy mogliby denuncjować przestępstwo. Po drugie, z reguły brak świadków i corpus delicti. Po trzecie, (…) rozstrzyganie w konkretnym wypadku, czy i w jakim stopniu zaszło pogwałcenie normy prawnej, jest prawie niemożliwe". Więc o co chodzi? Zalegalizujmy „łowienie skór”.                                                                                         Głupota 4
Za ubecji było lepiej (Wojciech Jaruzelski, „Gazeta Wyborcza" 21-22.04.1990; Stanisław Obirek, „Tygodnik Przegląd" 24/2006; Szymon Niemiec, „Guardian” 12.03.2006)
„Dla ekipy premiera Mazowieckiego nie ma alternatywy - następny rząd byłby populistyczno-nacjonalistyczno-totalitarny" - ostrzegał u progu III RP gen. Jaruzelski. Skutki odejścia od linii „okrągłostołowej" nie dały na siebie długo czekać. Po dojściu PiS do władzy jeden z najwybitniejszych pisarzy nazwał Polskę zadupiem cywilizacyjnym, co Stanisław Obirek skrzętnie uznał za „diagnozę zasługującą na głębszy namysł”. Zapewne właśnie po takim głębszym namyśle Szymon Niemiec uściślił: „Dzisiejsza Polska jest jak Niemcy w latach trzydziestych. Rządzi nami partia faszystowska, która odwołuje się do tego samego języka i tych samych idei co Hitler”.
Głupota 5
Korupcja stabilnym fundamentem państwa (Jerzy Baczyński, „Polityka" 24.06.1989)
Na podstawie dogłębnej znajomości duszy komunistycznego aparatczyka Jerzy Baczyński doszedł do wniosku, że III RP najlepiej rozpocząć od rozkradania państwowego mienia: „Nie widzę lepszego sposobu na nomenklaturę niż jej uwłaszczenie. (…) Wywłaszczona nomenklatura może być niebezpieczna, uwłaszczona - nabiera ludzkiego oblicza".

.

09:42, gregory501
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 maja 2007
PROKURATURA SPRAWDZI FUNDACJĘ KWAŚNIEWSKIEGO

Prokuratura rozpocznie postępowanie sprawdzające w sprawie finansowania fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego - zapowiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w rozmowie z portalem informacyjnym TVN24.pl. Dodał, że jeszcze w poniedziałek zapadnie decyzja, która prokuratura zajmie się sprawą. W ubiegłym tygodniu TVN24.pl ujawnił, że ukraiński oligarcha Wiktor Pinczuk, potentat gazowy i naftowy oraz zięć byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, był w zeszłym roku jedynym poważnym donatorem fundacji "Amicus Europae". Fundacja dostała od niego 892 822 zł, a kwoty od innych darczyńców to w sumie 5 tys. zł.Dyrektor fundacji Ireneusz Bil tłumaczył wtedy, że z tych pieniędzy finansowane są takie działania jak krzewienie demokracji na Ukrainie czy popularyzacja rozszerzenia UE o Ukrainę oraz bieżące wydatki, m.in. konferencja dotycząca polityki sąsiedztwa i spraw ukraińskich w grudniu ubiegłego roku. Przypominał, że informacja o tym, iż konferencja była sponsorowana przez fundację Pinczuka, znalazła się w raporcie rozesłanym do kancelarii prezydenta, premiera i Sejmu, komisji spraw zagranicznych Sejmu i Senatu oraz do polskicheurodeputowanych. Zdaniem premiera Jarosława Kaczyńskiego, który o sprawie wypowiedział się w czwartek, "z punktu widzenia prawa - o ile mi wiadomo - nic takiego, co by było przedmiotem, czy też powinno być przedmiotem zainteresowania organów wymiaru sprawiedliwości nie nastąpiło. A cała reszta to już jest decyzja pana Kwaśniewskiego, z kim się wiązać".Jednak zdaniem Jana Rokity (PO), który w niedzielę gościł w audycji Radia Zet "Siódmy dzień tygodnia", "mamy do czynienia z czynem nielegalnym o charakterze kryminalnym, który powinien być ścigany. W Polsce finansowanie działalności politycznej ze źródeł zagranicznych jest ścigane"."Działalność fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego na rzecz wejścia Ukrainy do NATO bez najmniejszych wątpliwości jest działalnością polityczną, a nie kulturalną i w związku z tym jej finansowana ze źródeł zagranicznych jest czynem karalnym" - mówił Rokita. Według niego zostały złamane także standardy etyczne, a Kwaśniewski powinien oddać pieniądze.Podobnego zdania był Roman Giertych (LPR). Byłego prezydenta bronił natomiast Janusz Zemke (SLD) mówiąc w tej samej audycji, że "to jest finansowanie i pomoc nie dla Aleksandra Kwaśniewskiego, ale dla fundacji". Zaznaczył, że "operacja miała charakter legalny" i w jego ocenie była zgodna z etyką.

09:56, gregory501
Link Dodaj komentarz »
Kłamstwa Aleksandra Kwaśniewskiego /ciąg dalszy/

Równi i równiejsi
5. Na s. 8 Kwaśniewski zapewnia, że Polska nie będzie członkiem drugiej kategorii, akcentując: "W Unii Europejskiej wszystkie kraje mają równe prawa i obowiązki (...)". Przypomnijmy więc, jak widać, wielce nieuświadomionemu Kwaśniewskiemu, jak różni zagraniczni obserwatorzy widzą to rzekomo równorzędne miejsce Polski. Skądinąd prounijny korespondent kilku gazet niemieckojęzycznych w Warszawie Klaus Bachmann pisał już 8 lipca 2001 r. na łamach "Wprost": "(...) cóż to za Unia Europejska, w której istnieje podział na Europejczyków pełnoprawnych (z Zachodu) i niepełnoprawnych (ze Wschodu)?". Słynny brytyjski dziennik "The Times" akcentował 11 grudnia 2002 r. w artykule Rogera Boyesa "Jednym kawior, drugim kaszanka": "UE (...) w rzeczywistości przez ostatnie dwa lata terroryzowała Europę Środkową i zmuszała ją do ciągłych ustępstw (...). Przeregulowana i skrajnie zbiurokratyzowana UE uczyniła wszystko, co tylko możliwe, aby zneutralizować przyszłe zdolności konkurencyjne krajów Europy Wschodniej i zdławić tę właśnie energię, która czyni ów region ważnym z historycznego punktu widzenia i znaczącym pod względem ekonomicznym (...). Rozwlekłe negocjacje (...) były prowadzone w atmosferze przypominającej operację wrogiego przejęcia spółki akcyjnej (...). UE zachowuje się haniebnie (...). Konkurencja jest powoli, ale systematycznie eliminowana (...). Bruksela proponuje im, w najlepszym razie, status drugiej kategorii" (cyt. za "Forum" z 16 grudnia 2002 r.).Austriacki politolog prof. Paul Lendvai powiedział w wywiadzie dla "Polityki" z 27 kwietnia 2002 r.: "Właśnie napisałem tekst o załganiu polityki wschodniej UE (...). Słynne hasło rozszerzenia UE i zarazem pogłębienia oznacza konkretnie walkę o władzę i pieniądze (...). Nie tylko Austriacy nie chcą się dzielić dotychczasowymi subwencjami, również Francuzi, Portugalczycy, Hiszpanie". Amerykański publicysta Thomas Fuller tak komentował 13 czerwca 2002 r. nierówność dopłat bezpośrednich dla rolników wschodnioeuropejskich, tak krzywdzących w porównaniu z dopłatami dla ich zachodnioeuropejskich kolegów: "Dopiero po upływie 10 lat dojdzie do zrównania poziomu dopłat. W efekcie kraje wschodnioeuropejskie są przyjmowane do ekskluzywnego klubu, w którym płacą wpisowe, przestrzegają regulaminu, ale w którym odmówiono im prawa do korzystania z basenu kąpielowego" (cyt. za "Forum" z 15 lipca 2002 r.).Warto przypomnieć w całej tej sprawie stanowisko byłej premier W. Brytanii pani Margaret Thatcher, która podkreślała: "W Unii ten wygrywa, kto daje się najmniej wykiwać!". W wydanej w zeszłym roku książce "Statecraft" Thatcher ostrzegała kraje Europy Środkowowschodniej przed przystępowaniem do Unii na tak niekorzystnych warunkach dziś im proponowanych (s. 341). Ostrzegała przed zdominowaniem UE przez Niemcy (s. 340), co przeczy twierdzeniom o równoprawności wszystkich krajów. Sugerowała naszym krajom, by zamiast ubiegania się o członkostwo w UE na obecnych warunkach rozważyły zawarcie osobnych porozumień handlowych z UE i z NAFTA. Akcentowała, że należy "naciskać na Unię, by przerwała podkopywanie rolniczych sektorów tych krajów [z Europy Środkowowschodniej - J.R.N.] przez dumping ich produktów na szkodę ich rolników. Rządy krajów kandydujących powinny być na tyle mądre, aby znaleźć inne drogi zmodernizowania ich gospodarek i rozszerzenia ich rynków - takie, które nie pociągałyby za sobą utraty suwerenności, akceptacji niemieckiej dominacji czy złupienia nadmiernymi kosztami ich przemysłów". (M. Thatcher, "Statecraft", London 2002, s. 341).Wbrew twierdzeniom Kwaśniewskiego o rzekomych równych prawach dla Polski wyraźnie uderzy się w nas, ustalając projekt budżetu UE na lata 2007-2013 bez udziału nowych państw członkowskich. Jak pisał Jędrzej Bielecki w korespondencji z Brukseli: "O nas bez nas" ("Rzeczpospolita" z 6 marca 2003 r.): "Komisja Europejska już w grudniu tego roku przedstawi propozycje przyszłego, siedmioletniego budżetu wspólnoty na lata 2007-2013 (...). W ich formułowaniu nie będą więc uczestniczyli komisarze z dziesięciu nowych krajów członkowskich. Nigdy Bruksela nie składała propozycji tak wcześnie (...). Dyplomaci z krajów kandydackich wyrazili wczoraj obawy, że powód pośpiechu jest zupełnie inny. Chodzi o ustalenie propozycji bez udziału komisarzy z 10 nowych państw kandydackich, które dołączą dopiero w maju 2004". Zdaniem Bieleckiego, doprowadzi to przede wszystkim do znaczącego zmniejszenia środków na pomoc w ramach funduszy strukturalnych dla rolnictwa, na które tak liczyła Polska. Według Bieleckiego: "Niekorzystne dla Polski mogą się także okazać plany przeznaczenia większych środków na pomoc dla krajów spoza UE oraz badania naukowe". Artur Rojek napisał w tekście "Członkostwo drugiej kategorii" ("Głos" z 15 marca 2003 r.): "Większość proponowanych zmian prowadzić będzie do zwiększenia udziału państw wysokorozwiniętych w ustalaniu budżetu Unii. Wymusi to zmniejszenie pomocy dla nowych członków (...). Pracując nad budżetem, moglibyśmy walczyć o wyższą pomoc i prezentować własne obliczenia, na przykład z pierwszych miesięcy członkostwa. Ponieważ jednak przy dzieleniu nas nie będzie, działające we własnym interesie kraje członkowskie przyjmą najgorsze z możliwych wskaźniki przy naliczaniu kwot wsparcia dla Polski (jak uczyniły to przy naliczaniu limitów produkcyjnych dla naszego rolnictwa). W tych warunkach na złe warunki przystąpienia nałożą się złe warunki członkostwa w pierwszych 10 latach po akcesji. Polska jest konsekwentnie eliminowana z kluczowych z jej punktu widzenia procesów decyzyjnych".Pisałem już w "Naszym Dzienniku" (tekst "Dlaczego Unii zależy na Polsce", nr z 17-18 maja 2003 r.) o unijnych pułapkach wobec nas, które mają ułatwić dyskryminowanie Polski i traktowanie jej jako państwa drugiej kategorii. Czyżby p. Kwaśniewski nic nie wiedział o wprowadzonych przez UE specjalnych "klauzulach bezpieczeństwa", które mają być stosowane wyłącznie wobec Polski i innych nowych państw członkowskich? Umożliwią one Unii zawieszenie niektórych praw członkowskich naszych krajów w razie oskarżenia nas o naruszenie jakichś zasad wspólnego rynku. Grozi to nam fatalnymi kosztami. Przypomnę, że cytowałem w tym kontekście za "Newsweekiem" z 18 maja 2003 r., iż "Grozi nam też zakaz eksportu żywności do UE, podczas gdy kraje Piętnastki bez żadnych ograniczeń będą mogły wysyłać do nas swoje artykuły". Czy tak ma wyglądać osławiona równoprawność w stylu Kwaśniewskiego?
Mit unijnej solidarności
6. Również na s. 8 p. Kwaśniewski zapewnia, że w Unii "kraje zamożniejsze wspierają finansowo kraje uboższe. Wstępując do Unii, Polska uzyska dokładnie takie samo prawo głosu jak Hiszpania". Pan Kwaśniewski jakoś nie dodaje, że Polska otrzyma dużo mniejsze środki niż dużo bogatsza od niej Hiszpania. Otóż według cytowanej już korespondencji J. Bieleckiego z Brukseli "O nas bez nas" ("Rzeczpospolita" z 6 marca 2003 r.): "W latach 2004-2006 Polska, choć jest relatywnie dwa razy uboższa od Hiszpanii, otrzyma trzy razy mniej (60 euro) pieniędzy na mieszkańca".
Unia zaproponowała nam zresztą o wiele gorsze warunki od licznych bogatszych od nas krajów, w tym właśnie Hiszpanii. Przypomnę, co pisał na ten temat wiceprzewodniczący Episkopatu ks. arcybiskup Józef Michalik w tekście "Minął tydzień" ("Niedziela" z 4 maja 2003 r.): "Wiem też, że Polska, którą tak chętnie euroentuzjaści porównują z Hiszpanią, otrzyma 1/3 tego, co przed laty otrzymała Hiszpania. Dodając do tego inflację i recesję, pozostaje jeszcze mniej".Wypisując twierdzenia o pomocy zamożniejszych w UE dla biednych, Kwaśniewski podtrzymuje dawno zdewaluowany mit Unii wspaniałomyślnej i solidarnej, którego już nie podtrzymują nawet co trzeźwiejsi europropagandyści. By przywołać w tym miejscu choćby stwierdzenia zawarte w wydanej w Krakowie w 2003 r. książeczce "102 powody, dla których Polska powinna wstąpić do Unii Europejskiej", wydanej m.in. przy udziale J. Nowaka-Jeziorańskiego i byłego rektora UJ A. Koja. Otóż na łamach tej książeczki pisze się wprost (s. 40-41): "Unia rzeczywiście odeszła od zasady solidarności, która legła u podstaw integracji (...). W miarę jak znikały ruiny i zapełniały się kasy, nad solidarnością brały jednak górę egoizmy. A gdy jeszcze odpadł czynnik strachu przed komunizmem, zatriumfowała 'wspólnota księgowych', z którą boleśnie starliśmy się w negocjacjach". Przypomnijmy tu, że nawet dziennikarka "Gazety Wyborczej" Krystyna Naszkowska pisała w tekście publikowanym tam 14 marca 2002 r. "Nie unikajmy trudnych tematów": "Dlaczego nie mówimy o tym, jak bardzo Unia łamie zasadę równości, która leży u podstaw Wspólnoty? Od nas wymaga, abyśmy w ciągu 2-4 lat dostosowali do norm unijnych wszystkie zakłady przetwórstwa mięsnego i mleczarskiego. Ale sobie na dostosowanie dopłat daje 10 lat. To jawny kontrast".
7. Na s. 9 Kwaśniewski zapewnia, że urzędnicy w Brukseli nie będą dyktować prawa w Polsce. "Zapomina", że obowiązuje zasada prymatu prawa unijnego nad krajowym.
8. Na tejże 9 stronie Kwaśniewski zapowiada, że zmniejszy się w Polsce bezrobocie dzięki Unii, "choć nie od razu". Nie wiadomo, na czym opiera swe przypuszczenie w sytuacji, gdy grozi nam po wejściu do UE powiększenie bezrobocia o parę milionów rolników, dziesiątki tysięcy górników, hutników, pracowników przemysłu transportowego, rybaków, etc.
9. Na s. 10 Kwaśniewski zapewnia, iż: "Wszystkie wyliczenia pokazują, że Polska będzie więcej otrzymywać z unijnego budżetu niż do niego wpłacać". Nie jest to prawda, gdyż wiele wyliczeń ostrzega, że biedna Polska po wejściu do Unii może stać się płatnikiem netto, czyli dopłacać do budżetu unijnego. Ostrzegała przed tym nawet była wiceminister finansów w rządach Pawlaka i Oleksego prof. E. Chojna-Duch w broszurze "Dobre Państwo - kryteria, wskaźniki, diagnoza i zalecenia". Ostrzegał przed tym nawet wicepremier w rządzie Millera - J. Kalinowski (w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" z 24 lutego 2002 r.).
10. Na s. 11 Kwaśniewski twierdzi: "Naszemu polskiemu rolnictwu nie grozi więc nierówna konkurencja". Szokujący paradoks. Prezydent RP nie potrafi nijak dostrzec skrajnej nierówności warunków, jakie podyktowano polskiemu rolnictwu, choć zauważyli to nawet rozliczni zachodni obserwatorzy. Tacy jak cytowany już wyżej amerykański publicysta Thomas Fuller. Korespondent gazet niemieckojęzycznych Klaus Bachmann pisał już 10 lutego 2002 r. na łamach "Tygodnika Powszechnego" o dopłatach dla polskich rolników: "(...) dopłaty dla jednego rolnika będą śmiesznie niskie (...) w Polsce (...) nie będą chronić dochodów rolniczych przed konkurencją z UE". Angielski publicysta Timothy Garton Ash, komentując dopłaty dla polskich rolników, pisał w "Gazecie Wyborczej" z 29 czerwca 2002 r.: "(...) polscy rolnicy dostaną w ramach dopłat bezpośrednich tylko jedną czwartą tego, co francuscy, choć będą konkurować na tym samym rynku. To nonsens wołający o pomstę". Po Kopenhadze triumfalnie zapewniano Polaków, że rolnicy dostaną więcej - 55 proc., a więc nieco ponad połowę tego, co rolnicy zachodni (też za mało dla równej konkurencji). Nawet "Gazeta Wyborcza" musiała jednak przyznać w marcu 2003 r., że zapewnienia Millera o większych dopłatach dla rolników są nieprawdą. Będą one bowiem dopłacane z budżetu państwa polskiego, który ledwie zipie. O nierównej konkurencji z UE decydują również narzucone Polakom katastrofalnie niskie limity produkcji rolnej. Profesor W. Rowiński ostrzegał: "Kilka lat nierównych warunków konkurencji, a w konsekwencji i cen niepokrywających kosztów produkcji co najmniej kilku podstawowych produktów rolnych jest okresem wystarczającym do doprowadzenia polskiego rolnictwa do stanu katastrofy".
11. Na s. 13 Kwaśniewski zapewnia wbrew rozlicznym analizom ekspertów, że nie grozi nam wzrost cen żywności po wejściu do Unii.
12. Na s. 13 również znajdujemy gołosłowne zapewnienie Kwaśniewskiego, że nie grozi masowy wykup ziemi w Polsce przez obcy kapitał. Kwaśniewski nie podaje, jak bardzo niskie są ceny ziemi w Polsce, co sprawi, że będzie ona tym bardziej łakomym kąskiem dla zagranicznych nabywców.
13. Również na s. 13 Kwaśniewski zapewnia, że nie ma żadnego zagrożenia dla polskiej własności na ziemiach zachodnich. Na ten temat pisano już wiele, wskazując choćby na fakt, że Niemcy nie wyrzekli się roszczeń do własności na terenach Polski północnej i zachodniej, i ostatnio występują z nimi coraz natarczywiej. [Pisałem już o tym wcześniej, powołując się m.in. na ostrzeżenia prof. W. Kieżuna]. Znamienne, że nawet w prounijnej broszurze "102 powody, dla których Polska powinna wstąpić do Unii Europejskiej" nie bagatelizuje się obaw przed niemiecką kolonizacją naszych ziem zachodnich. Autorzy tej broszury przyznają na s. 31, iż "Podnoszony przez przeciwników integracji problem wykupu ziemi jest zagadnieniem poważnym, znane są nam bowiem niemieckie resentymenty (...); problem ten stanie się w pełni aktualny za kilkanaście lat. Czas ten wykorzystać należy na podjęcie działań w celu uregulowania tego problemu zgodnie z oczekiwaniami zainteresowanych stron". Obawiam się, że problem ten stanie się aktualny zaraz po wejściu do Unii, a nie dopiero po kilkunastu latach. Tylko A. Kwaśniewski nie widzi żadnego problemu.
Na s. 15 Kwaśniewski zapewnia: "Jeśli zagłosujesz TAK, to: (...) Polacy będą mieli pełną swobodę podróży i pracy w krajach UE". Jest to jawne kłamstwo, ponieważ Unia Europejska narzuciła nam wymuszony przez naszego rzekomego "najlepszego adwokata" - Niemcy zakaz pracy na 7 lat w przeważającej większości państw Unii. Podsumowując omówione tu rozliczne kłamstwa aktualnego prezydenta RP A. Kwaśniewskiego w wydanej przez niego propagandowej broszurze "Tak dla Polski", trzeba stwierdzić coś, co jest aż nadto jednoznaczne w odniesieniu do jego kłamliwego tworu. Za pieniądze podatników wyprodukowano straszliwy gniot. Za nasze pieniądze rozesłano kłamliwy, dezinformujący bubel do milionów Polaków. Domagajmy się zwrotu naszych pieniędzy zmarnotrawionych przez niedouczonego prezydenta. Kwaśniewski, oddaj nasze pieniądze!

08:39, gregory501
Link Dodaj komentarz »
Kłamstwa Aleksandra Kwaśniewskiego
 

Aleksander Kwaśniewski był już wielokrotnie w przeszłości przyłapywany na kłamstwach. Począwszy od nieprawdziwych twierdzeń na temat rzekomo ukończonych przez niego studiów i stanu majątkowego, aż po kłamstwa w sprawie głosowania w Sejmie (dwukrotnie wypowiadał się na temat swego głosowania w sprawie ustawy pozwalającej ścigać zbrodnie PRL i za każdym razem mówił coś innego). Niedawno został przyłapany na kłamstwie w sprawie afery Rywina, na zatajeniu, że już pod koniec lipca 2002 r. otrzymał list od Rywina informujący go o tej sprawie. Ze względu na liczne kłamstwa mógłby aspirować do przydomku "Aleksander Kłamliwy". Przypomnijmy, że w Stanach Zjednoczonych prezydent R. Nixon przypłacił jedno swoje kłamstwo usunięciem z urzędu prezydenckiego. W tychże Stanach inny prezydent B. Clinton o mało nie stracił urzędu prezydenckiego z powodu tylko jednego kłamstwa. W Polsce dziwnie jakoś toleruje się kłamstwa u osoby piastującej najwyższe stanowiska w państwie. W tej sytuacji prezydent A. Kwaśniewski postanowił pójść dosłownie na całość i poczęstował nas całą serią kłamstw w broszurze "Tak dla Polski", rozsyłanej do milionów podatników. Można sobie wyobrazić, ile kosztowały jej produkcja i rozesłanie. A oto konkretne przykłady nieprawd serwowanych milionom Polaków przez p. Kwaśniewskiego.

1. Na s. 5 swej broszury Kwaśniewski zapewnia, że w latach 2004-2006 "będziemy mogli uzyskać z budżetu Unii ponad 19 mld euro". Dane te są wygórowane i z gruntu nieprawdziwe, co spowodowało skierowanie przez posła A. Macierewicza powództwa w tej sprawie. Małgorzata Goss pisała już w tekście "Prezydencka broszura pod sąd" ("Nasz Dziennik" z 16 maja 2003 r.), że nawet przy wykorzystaniu w 100 procentach przez Polskę środków strukturalnych uzyskamy według UKIE ok. 13,5 mld euro, wg Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową 11,2 mld euro, według Centrum w Natolinie 14,9 mld euro. Wszystkie obliczenia więc wskazują na sumę dużo mniejszą niż podał Kwaśniewski. Dodajmy do tego, że nawet w propagandowej broszurze prounijnej "50 pytań o Unię Europejską" stwierdzono, że "w pierwszych trzech latach po wstąpieniu do Unii Polska może otrzymać blisko 14 mld euro z funduszy strukturalnych". Dodają tam przy tym, że według unijnych ekspertów "będzie wielkim sukcesem, jeśli wykorzystamy 75% z owych 14 mld euro".

Zagrożenia dla suwerenności
2. Na stronie 8 Kwaśniewski kategorycznie stwierdza, że Polsce nie grozi utrata suwerenności po wejściu do Unii. Akcentuje: "Suwerenności nie utraciło żadne państwo należące do Unii. Unia jest dobrowolnym związkiem krajów, które zachowują pełną [podkr. J.R.N.] suwerenność narodową". Jak widać, w tej sprawie prezydent RP Kwaśniewski jest dużo gorzej poinformowany niż prezydent Czech Vaclav Klaus, który niedawno stwierdził: "Przystąpienie do Unii Europejskiej oznacza daleko idącą utratę suwerenności - nie zaprzeczam. To jest tak oczywiste, że wie o tym każde dziecko" ("Süddeutsche Zeitung" z 3 maja 2003 r., cyt. za: Vladimir Petrilak, Prezydent nie agituje, "Nasza Polska" z 13 maja 2003 r.). Wie o tym każde dziecko, ale nie wie Kwaśniewski! Przypomnijmy, że kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder powiedział w Hadze 19 stycznia 1999 r.: "Narodowa suwerenność w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa wkrótce okaże się produktem wyobraźni" (cyt. za P. Döerre, S. Papież, Unia? Nie, dziękuję!, Kraków 2003, s. 10). Nawet B. Geremek przyznawał, że po wejściu do UE utracimy część suwerenności narodowej, stwierdzając: "Polska jest przywiązana do swej suwerenności i jeśli oddamy jej część Europie, to tylko po to, aby obronić naszą niezawisłość narodową" (cyt. za tekstem A. Nowaka w "Życiu" z 28 czerwca 2001 r.).Przypomnę tu opinię Robina Harrisa, specjalnego doradcy premier M. Thatcher: "Prędzej czy później Polska stanie przed pytaniem, do jakiego stopnia można oddawać w ręce zjednoczonej Europy przymioty swojej niezależności (...). W opinii takiego konserwatysty, za jakiego się uważam, jeśli nie kontroluje się własnej polityki gospodarczej, to większość decyzji, które są podejmowane przez obywateli podczas wyborów, zostanie wyeliminowana. Ten proces wymyka się spod kontroli narodu" (cyt. za "Życiem" z 17 czerwca 2000 r.).Po wejściu do UE to nie Polska, a Unia Europejska będzie miała wyłączną i suwerenną kontrolę nad bankami, finansami i handlem w Polsce. Co więcej, brutalne ingerencje państw UE w sprawy Austrii w związku z wejściem do rządu austriackiego przedstawicieli partii Haidera dowodziły, jak przywódcy Unii podchodzą do sprawy suwerenności różnych państw członkowskich. Nawet Adam Michnik przyznawał w "Gazecie Wyborczej" z 1 lutego 2000 r.: "Oświadczenie Unii Europejskiej [w sprawie Austrii - J.R.N.] to oczywiście ingerencja w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa". Znany prawnik Piotr Winczorek napisał w tekście "Austriacka lekcja" w "Rzeczpospolitej" z 7 lutego 2000 r.: "Stanowisko państw Unii wobec Austrii jest bez wątpienia ingerencją w jej sprawy wewnętrzne, a zatem dotyka suwerenności republiki (...); niebezpieczne jest również sięganie przez Unię po środki dyscyplinujące bez oczywistej potrzeby. Działanie takie zderza się z poczuciem patriotycznej godności, ciągle żywym i usprawiedliwionym pragnieniem narodów zachowania niezależności we własnym państwie. Także dla nas, pukających do bram Unii, niezależność taka jest wielką wartością (...). Austriacka lekcja może być dla Polaków bardzo pouczająca".Dodajmy, że Kwaśniewski, który teraz gromko zapewnia, że Polska zachowa pełną suwerenność w Unii Europejskiej, kilka lat temu sam przyznawał, że wejście do UE będzie oznaczać utratę części polskiej suwerenności. Tyle, że tę sprawę wówczas dziwnie bagatelizował. Oto jakże wymowny fragment z wystąpienia Kwaśniewskiego na forum międzynarodowym na konferencji prasowej na spotkaniu prezydentów Europy Środkowej w Słowenii: "Ja wczoraj powiedziałem trochę żartem, ale tym chcę zakończyć odpowiedź na Pani pytanie, bo często jest właśnie taka wątpliwość ze strony ludzi przyjeżdżających z Zachodu: to wy walczyliście o swoją suwerenność, a teraz chcecie oddawać część tej suwerenności biurokratom z Brukseli? Ja na to odpowiadam, że w tych krajach, w których przez blisko 50 lat byliśmy niesuwerenni, i to nie z własnej woli, i musieliśmy słuchać decyzji, które płynęły z Moskwy czy gdzieś tam z okolic, rezygnacja z części suwerenności na rzecz Brukseli nie jest wydarzeniem bardzo dramatycznym. To się da wytrzymać w naszym przekonaniu" (cyt. za "Życie" z 10 czerwca 1997 r.).
Wiara w uczciwość w Unii
3. W innym miejscu na s. 8 Kwaśniewski stwierdza, że w Unii Europejskiej "skuteczniej będzie zwalczana przestępczość międzynarodowa i korupcja". Chętnie uwierzę, że w Unii skuteczniej będzie się zwalczać przestępczość międzynarodową. Jaką jednak ma gwarancję p. Kwaśniewski na to, że w tak skorumpowanej Unii "skuteczniej będzie zwalczana" korupcja? Przypomnijmy, że według niemieckiego "Die Welt" z 23 kwietnia 2003 r., w Niemczech dochodzi do 400 tys. przypadków przekupstwa rocznie (wg "Angory" z 4 maja 2003 r.). Na łamach niemieckiego "Die Woche" z 21 stycznia 2000 r. pisano, że w Unii Europejskiej co roku "po prostu gdzieś znika" od 4,71 do 8,56 mld euro (wg "Forum" z 6 lutego 2000 r.). Warto to przypomnieć, ponieważ niedawno b. minister skarbu w rządzie Buzka A. Sowińska publicznie rozminęła się z prawdą (w programie TVN z 7 maja 2003 r. pt. "24 godziny") mówiąc, iż: "każde euro w Unii jest pod szczególną kontrolą". Rzeczywiście dość szczególną, gdy zważymy, że kilka lat temu cały rząd unijny, tj. Komisję Europejską na czele z Santerem i byłą premier Francji E. Cresson usunięto ze stanowisk jako odpowiedzialnych za brak odpowiedniej kontroli, która zapobiegłaby korupcji w UE. Przypomnijmy, że obecny przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi jest coraz głośniej oskarżany o wielkie nadużycia (oskarża go o to m.in. sam premier Włoch - Berlusconi). W korespondencji J. Pałasińskiego z Włoch ("Wprost" z 4 maja 2003 r.) pt. "Rodzina Prodiego" po opisaniu nadużyć Prodiego pada pytanie: "Czy Prodi trafił za tamtą sprawę do więzienia? Nie, awansował na 'strażnika europejskości'". "Forum" z 5 grudnia 1999 r. przedrukowało tekst z tygodnika "Der Spiegel" z 8 listopada 1999 r. "Marnotrawna Europa", akcentujący: "Pokontrolny raport dowodzi, że finanse Unii Europejskiej to prawdziwa stajnia Augiasza".Wyobraźmy sobie, jak wejdziemy do UE z tak skorumpowaną dużą częścią naszej klasy politycznej. Czy ci ludzie nie skorzystają po prostu z warunków unijnych, by dalej wyprzedawać co się da kosztem Polski na rzecz skorumpowanych urzędników i przedsiębiorców z UE. Nawet w prounijnym "Gościu Niedzielnym" z 16 lutego 2003 r. ostrzegano przed takim modelem członkostwa w UE, w którym dojdzie do "uczynienia z unijnych przetargów kolejnego elementu dofinansowania skorumpowanej klasy politycznej". Skąd Kwaśniewski wie, że to właśnie nam nie grozi?
4. Wkrótce potem (na s. 8) Kwaśniewski stwierdza: "Unia zapewni też Polsce bezpieczeństwo zewnętrzne, tak jak od pół wieku zapewnia pokój w Europie". Pół wieku to od 1953 roku do 2003 roku. Przypomnijmy więc, że akurat w 1953 roku wojska sowieckie krwawo stłumiły powstanie w Berlinie i w innych miastach w NRD. W 1956 roku dwoma kolejnymi interwencjami zbrojnymi wojska sowieckie krwawo stłumiły powstanie węgierskie (wg różnych danych zginęło wtedy od 5 do 30 tysięcy Węgrów, a 200 tysięcy uciekło na emigrację). W sierpniu 1968 roku wojska sowieckie wraz z wojskami kilku innych krajów socjalistycznych (w tym PRL-u, którego wojskom interwencyjnym wydawał rozkazy zaprzyjaźniony z Kwaśniewskim gen. W. Jaruzelski) zdusiły Praską Wiosnę. W 1981 roku szantaż sowiecką interwencją umożliwił Jaruzelskiemu wygranie wojny z własnym Narodem przez wprowadzenie stanu wojennego. Tak wyglądał sławetny pokój w Europie, faktyczny pax sovietica (pokój sowiecki) przy całkowitej bezczynności państw Europy Zachodniej. W 1956 roku interwencja Francji i Anglii w Suezie dała Rosjanom nawet tym dogodniejszy pretekst do interwencji zbrojnej przeciwko Węgrom. W grudniu 1981 roku rządzący RFN socjaldemokraci (dziś tak zaprzyjaźnieni z polskimi postkomunistami) wyraźnie aprobowali stan wojenny w Polsce. Dodajmy do tego, że Unia Europejska nie zrobiła niczego, by zahamować rozwiązanie grecko-tureckiego konfliktu zbrojnego na Cyprze siłą zbrojną (turecki desant lotniczy w 1974 r.). Pisząc o nieprzerwanym pokoju w Europie, Kwaśniewski najwyraźniej "zapomniał" o wojnach na Bałkanach między państwami wchodzącymi w skład federacji jugosłowiańskiej: Serbią a Chorwacją, walkach o Bośnię. "Zapomniał" o wojnie w Kosowie, która zadała decydujący cios Serbii. "Zapomniał" również o tym, że wspierani przez Unię Europejską, a zwłaszcza dominujące w niej Niemcy, po wyjściu wojsk serbskich z Kosowa przeprowadzili w nim gruntowne antyserbskie czystki etniczne. Popierana przez UE Albańska Armia Wyzwoleńcza okazała się armią awanturników żyjących z przemytu narkotyków, handlu żywym towarem etc. Ładny pokój w Kosowie!Poza tym dodajmy, że Europejska Wspólnota Gospodarcza faktycznie działa od 1958 roku. Tak przedtem, jak i potem nie państwa UE były głównym gwarantem powstrzymania zaborczości sowieckiej, lecz NATO zdominowane przez Stany Zjednoczone i uzależnione od ich wojsk.

08:38, gregory501
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 maja 2007
DALSZY CIĄG O ZDZISŁAWIE KWAŚNIEWSKIM ZBRODNIARZU WOJENNYM!

Zeznanie pod przysięga złozył Dominik Dzimirowicz. Gdzies w połowie 1945 r. wraz z rodzicami przyjechałem do Gdanska. W domu rodzicow miesciła się Komorka Kontrwywiadu w dzielnicy Gdansk-Wrzeszcz, ul. Wallenroda 4. Do Komorki przychodziły wiadomosci, ze w kierunku Gdanska sa kierowani więzniowie, ktorzy nie docieraja do miejsca przeznaczenia tzn. do więzienia.Aby rozpoznac "sprawę" ojciec moj postanowił pojsc do pracy UBP Gdansk jako kierownik warsztatu krawieckiego, a mnie wział jako ucznia. Podjęto szczegołowa penetrację UBP w Gdansku. Rzeczywistosc okazała się koszmarem.Do gdanskiego UB przywozono tygodniowo od jednej do dwuch grup zolnierzy AK. Przesłuchiwania prowadzili NKWDzisci w formie łamania rak, nog, wyrywanie paznokci itd. Ww. przesłuchania byly nadzorowane przez Stolzmana. Następnie przesłuchanych "wiezniow" wysyłano transportem samochodowym w kierunku Słupska. Od 1947 r. zaczeto stopniowo likwidowac oboz Barkniewo, gdzie byli rozstrzeliwani zołnierze Armii Krajowej. W zwiazku z tym częsc wiezniow była kierowana do podziemi przy ulicy Jaracza w Słupsku, gdzie była mordowana,
następnie zasypywana wapnem, gdzie do tej pory leza ich prochy. W zwiazku z tym, ze Stolzman znał mego ojca, z ktorym uzgodnił, ze w rezerwie zawsze będzie wyprasowany mundur. Gdy był w Gdansku, dzwonił do Konsumu, zeby wysłac mundur, wtedy ojciec posyłał mnie z mundurem do Stolzmana. 
Wziałem mundur i poszedłem do urzędu bezpieczenstwa w Gdansku. Niosac mundur dla Stolzmana nie spodziewałem się, ze w przeciagu 48 godzin znajdę się w przedsionku piekła. Gdy weszłem do pomieszczenia, gdzie znajdowałl sie Leebe Bartkowski, ktory przygotował narzędzie do torturowania ludzi, zamiast zameldowac swoje przybycie, to ja stanalem i przygladałem się, co Bartkowski robi. Tenze nie zastanawiajac się uderzył mnie w twarz. Natychmiast odwzajemniłem Bartkowskiemu. Z opresji wybawił mnie Stolzman, ktory wszedł prowadzac dwie kobiety, jedna młodsza, druga starsza. Okazało sie, ze to była zona i corka jednego z uciekinierow, ktory przyznał się, ze u niego w domu przechowywana jest czesc narkotykow - zabrano narkotyki i obie panie. Przez poł dnia Szwedzi i Polacy byli przesłuchiwani przez Stolzmana i Bartkowskiego. Interesowal ich, kto i skad dostarczył opium na statki, gdzie znajduje sie miejsce składowania na terenie Trojmiasta, Ustki, Słupska. Gdy skonczono ustne przesłuchiwanie i Stolzman nie dowiedział sie, skad brano tak duze ilosci narkotykow, wtedy przystapiono do fizycznego przesłuchania. "Na tapete" wzieto wieznia, ktory na piersi mial zawieszony krzyz.Bartkowski kazal zdjac krzyz, lecz przesłuchiwany odmowil. Stolzman kazal Bartkowskiemu powiesic go na haku na łancuszku od krzyza. Postawiono delikwenta na taborecie i rece i nogi mial zwiazane, głowe przełozono na łancuszek powieszony na haku. Nastepnie Bartkowski raptownie wyrwal ławke spod nog. Lancuszek pekł pod naprezeniem i jednoczesnie przeciał prawdopodobnie tetnice. Krew zaczeła lac sie jak z "kranu". Po kilku minutach człowiek nie zył. Kazano mi pomoc wyniesc zwłoki oraz zmyc podloge. Krzyz zmywał NKWDzista. Osobiscie słyszłem jak Stolzman mowił do Bartkowskiego, ze krzyz ten wezmie do domu na pamiatke. Nastepnym do przesłuchania był młody Polak. Zwiazano mu rece i nogi oraz powieszono jak swiniaka na haku. Obnazono dolna czesc ciała i Bartkowski szczypcami zaczał sciskac przyrodzenie. Nastapił niesamowity krzyk bolu torturowanego człowieka. Stolzman kazał przerwac tortury i zapytał czy juz sobie przypomniał, skad mieli na statku narkotyki. Młody czlowiek wskazał na małzenstwo z corka, ktorzy prawdopodobnie mieli sie zajmowac transportem narkotykow na statki. W pierwszej kolejnosci wzieto seniora rodu. Zone i corke ze zwiazanymi rekoma posadzono w bliskiej odległosci od ojca i meza.Zaczeto mu zrywac paznokcie z rak i nog. Zeby nie krzyczał zaplombowanu mu usta. Torturowany czlowiek kilkakrotnie mdlal. Lamano mu palce u rak i nog, i rece. Gdy zdjeto opaske z ust Bartkowski zapytał go czy bedzie zeznawal, odpowiedzial, ze tak.Narkotyk - opium został przywieziony do miasta Ustka samochodem MO, a eskorte stanowili milicjanci. Gdy samochod pojechał pod statki, zołnierze, ktorzy pilnowali statki szwedzkie znikneli na czas rozładunku towaru. Izaak Stolzman zagroził, ze jezeli nie bedzie mowił prawdy, to zona i corka zostana zgwałcone a pozniej zastrzelone. Torturowany mezczyzna 'przypomniał sobie', ze narkotyk był przywieziony z Urzedu Bezpieczenstwa Publicznego w Szczecine. Stolzman jak to usłyszał, to sie wsciekł, zawołał dwoch NKWDzistow, tez Zydow, ktorzy zgwałcili 15 letnia corke oraz zone. Po zgwałceniu kobiet, Stolzman wział ze stolu aparat, rozerwał pochwe a Bartkowski wepchnał nagrzany pret do czerwonosci w skrwawiona pochwe dziewczyny. Nastapił niesamowity krzyk bolu. Tak samo postapiono z matka dziewczyny. Niepotrzebne kobiety wyniesiono do nastepnego pomieszczenia, gdzie zostały zastrzelone. Stolzman Izaak w dalszym ciagu prowadzil sledztwo w stosunku do torturowanego mezczyzny, nie wierzył jego zeznaniom, ze ten z uporem maniaka powtarzał, ze narkotyki zostały przywiezione z Urzedu Bezpieczenstwa Szczecin. W pewnym momencie kazał nagrzac pret, a Bartkowski z cała siła wepchna w odbytnice, powtorzył sie ten sam scenariusz - ryk człowieka mordowanego. Po zakonczeniu "eksperymentu" został zastrzelony, w tył głowy. Wykonawca był Leebe Bartkowski. Izaak Stolzman zarzadził przerwe na obiad. Gdy chciałem opuscic przybytek zbrodni zapytałem czy moge pojsc do domu. Stolzman powiedział, ze zostane i pojde gdy przyjdzie czas. Po jakims czasie powrocił z obiadu Leebe Bartkowski, stanał w rozkroku i powiedział do mnie: "Nu ty Goj, czy wiesz, ze nasze kamienice a wasze szubienice, za chwile zawisniesz na tym haku !!!"Po chwili przyszedł Izaak Stolzman i zarzadził przesluchanie pozostałych Polakow przez Bartkowskiego, a mnie kazał pozostac w pokoju. Natomiast Stolzman wział dwoch pomocnikow i rozpoczał przesłuchania marynarzy szwedzkich, zastosował stopniowa metode torturowania, zaczeto od zdzierania paznokci z rak i nog oraz łamania palcow. Nastepnie rozgrzanym pretem - pretami ciagnieto po całym ciele, plecach, nogach, brzuchu, piersiach itd.Krzyk bolu, rozpaczy meczonych marynarzy szwedzkich. Gdy torturowano Szwedow i Polakow, Izaak Stolzman stał i przygladał sie, gdy torturowani ludzie krzycza. On usmiechal sie, wydawało sie, ze Stolzman znajduje wie w jakiejs "ekstazie", ktora dawała mu niesamowita przyjemnosc.Leebe Bartkowski podczas przesłuchania uciekinierow polskich nie uzyskał zadnych dodatkowych wiadomosci. Stolzman kazał odprowadzic i rozstrzelac. Dla mnie dano siennik i koc do spania i tak przesiedzialem cała noc do nastepnego ranka. Rano nastepnego dnia Stolzman kazał Bartkowskiemu załadowac do samochodu rozstrzelonych Polakow, zawiesc do Brzezna i zakopac. Sam natomiast przy pomocy dwoch NKWDzistow rozpoczał kontynuacje wczorajszych przesłuchan marynarzy szwedzkich, dochodzenie przeprowadzone było w jezyku niemieckim tak, ze nic nie rozumiałem. Tyle mogłem zrozumiec, ze gdy nie było po mysli Stolzmana, to wzmogło sie znecanie. Lamanie rak, palcow, bicie pretem po całym ciele itd. Gdy przyjechał Bartkowski, polecił, aby przygotowac do drogi samochod, jezeli beda pytac dokad zabiera - powiedziec, ze Szwedzi sa wiezieni na statek, ktory ich zawiezie do Krolewca-Kalingradu. Było to kłamstwo i wyprowadzenie wszystkich "zainteresowanych" w pole. Nastepnie wszystkich porwanych Szwedow wsadzono do samochodu uprzednio wiazac rece i nogi. Konwojenci siedli razem z wiezniami. Natomiast Naczelstwo w Gaziku, a ja z nimi ruszylismy w strone Gdynia-Lebork-Slupsk. W Slupsku po kilku minutach pojechalismy pod budynek. Na zewnatrz budynku ksztalty pol okragle, od podworka wklesle. Po chwili stania na zewnatrz wyszlo kilku ludzi. Bartkowski na czele ze swoimi ludzmi zaczal wyladowywac Szwedow. Po wyladowaniu ustawiono ich "gesiego" i poprowadzono do budynku. Gdy ostatni zniknal w drzwiach, Stolzman kazal mi przejsc na siedzenie obok niego.Dominik zwrocil sie do mnie: "Przekroczyles prog swojego bezpieczenstwa. Zobaczyles i uslyszales to, co nie powinienes... widziec i uslyszec. W zwiazku z tym musialbym ciebie zabic, ale tego nie zrobie. Zawdzieczasz swoje zycie Dyrektorowi Konsumu, panu Kaminskiemu, ktory wstawil sie za toba. Jezeli zaczniesz rozpowiadac, co slyszales i widziales, to zginie calatwoja rodzina i ty w podziemiach. Teraz zejdziemy na dol do podziemi to zobaczysz, ze ja ciebie nie oklamuje." Rozkazal, abym szedl za nim, tak mnie sprowadzil do podziemia. W pierwszej kolejnosci poczulo sie niesamowityzapach rozkladajacych cial ludzkich oraz zobaczylem lezacych pokotem marynarzy szweckich, ktorzy przed kilkoma minutami zeszli do podziemi.Dobijano z pistoletow tych, ktorzy dawali oznaki zycia. Gdy chcialem opuscic przedsionek piekla, Stolzman zlapal mnie za ramie, mowiac mi, ze musze jeszcze zobaczyc krematorium i zwloki, ktore sa zasypane wapnem: "Jak ty nie bedziesz posluszny, to spotka ciebie to samo co tamtych." 
Podszedlem blizej do zwlok zasypanych wapnem. Widok byl straszny, usta otwarte, powieki nie zamkniete, wyraz twarzy wykazywal grymas - obraz byl niesamowity. Do tej pory mam obraz tego nieboszczyka. Gdy tak przygladalem sie twarzy
nieboszczyka, ktora mnie zafascynowala, do Stolzmana podeszlo dwoch ludzi, ktorzy okazali sie prokuratorami prokuratury powiatowej w Slupsku. 
Przyszli do Stolzmana, aby uzgodnic ilu maja przyslac wiezniow do zamordowania, spalenia lub zasypania wapnem. Po uzgodnieniu z nimi, ilu ludzi-wiezniow maja dostarczyc, pociagnal mnie za NKWDzistami, ktorzy ciagneli zwloki szweckiego marynarza. Raptownie trafilismy na kotlownie, piece krematoryjne.Widok wkladajacego ciala do pieca oraz drugiego palacego ciala marynarza szweckiego. W pewnym momencie stracilem przytomnosc, dopiero odzyskalem ja w samochodzie w drodze powrotnej do Gdanska. Rok 1957 - moj przyjaciel Kazimierz Walczak otrzymal stanowisko dowodcy okretu demagnetazyjnego, w zwiazku z tym zlozylem wizyte na okrecie. Byl to szkuner. Kadlub o budowie drewnianej. Przed dostaniem sie w polskie wladanie wlascicielem byl amator szwedzki. Polscy marynarze nazywali go "Swiety Jerzy". Wsrod marynarzy - zalogi, szla szeptana z ucha do ucha wiesc, ze "Swiety Jerzy" zostal w piracki sposob obrabowany przez Sowietow, natomiast zaloga statku zostala uprowadzona do Slupska i tam zamordowana oraz w podziemiach bylego Arbeitsamtu w krematorium spalona. Natomiast oficjalna wersja, ze jednostka utonela na terenie wod wewnetrznych lub przyleglych do obszaru polskiego, ze armator szwedzki zrezygnowal z wydobycia nieoplacalnej sprawy ! Po szkoleniu bylem kilkanascie dni. Z powodu, ze przyjaznilem sie z dowodca, por. Walczak Kazimierz "przymknal oko" na moja penetracje kadlubu okretu. Chcialem znalezc miejsce w poszyciu kadluba, ktore byloby kiedys uszkodzone. Takiego miejsca nie znalazlem. Kazimierz Walczak nie doczekal sie lepszych czasow, odmowil wspolpracy z KGB, zostal zamordowany latem 1967 r.

07:37, gregory501
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 maja 2007
OJCIEC BYŁEGO PREZYDENTA III RP TO ŻYDOWSKI ZBRODNIARZ WOJENNY
Były kierownik UB w Drawsku Pomorskim, Wacław Nowak, wyjawił, że Zdzisław Kwaśniewski, ojciec byłego Prezydenta R.P., to żydowski zbrodniarz wojenny winny zbrodni przeciwko narodowi polskiemu. Nowak mieszkał jako emeryt w Koszalinie przy ulicy Powstańców Wielkopolskich 22. Kilka miesięcy przed śmiercią w 1994 roku wyznał, że UB i NKWD zamordowało AK-owców, NSZ-owców i uczestników ruchu oporu na Pomorzu Zachodnim w 1945 roku, do czego on sam się przyczynił.  Nowak kierował operacjami UB w rejonie Drawsko, Czaplinek, Jastrowie, Połczyn, Białogard i Kołobrzeg. Otrzymywał on rozkazy bezpośrednio od NKWD z placówek w Gross-Born (Borne-Sulimowo), Białogardzie i Ragiczu. Występował on pod przybranym nazwiskiem "Wacław Nowak" nadanym mu przez NKWD w trakcie nominowania go na stanowisko kierownika UB w Drawsku w 1945 roku. Jego prawdziwe nazwisko zdradzało jego rodowód żydowski.Z nakazu NKWD Nowak wychwytał żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i organizacji antysowieckich, ukrywających się na podległym mu terenie. Uczestniczył on w obławach na grupy żołnierzy Wileńskiej 5-tej Brygady AK oddziału majora Zygmunta Siendzielerza ps. "Łupaszka"  (wcześniej należącego do 4-tej Brygady), które przedostawały się do lasów Pomorza Zachodniego.Złapanych odstawiał do obozu koncentracyjnego NKWD w Barkenbryge (Barkniewo) koło Gross-Born Borne (Sulimowo). (Nowak znał tylko niemieckie nazwy miejscowości.) Był to obóz przejściowy. Stamtąd były dla AK-owcóow tylko dwa wyjscia: do Rosji albo na "rozwałkę". NKWD-zista, który nadzorował zbrodniczą działalność UB, w tym zbrodnie Nowaka, był Żyd Stolzman. AK-owców rozstrzelano we wsi Doberlage położonej około 5 km na północ od Nadarzyc.Wieś ta jest opuszczona od tamtego czasu, nawet jej nazwa wyszła z użycia. Zostały po niej tylko resztki murów i fundamenty. Zwłoki zakopano w okolicznych lasach. Jedne przykryto niewypałami, inne także minami i zasypano ziemią.  Nowak zapamietał tylko trzy nazwiska spośród zamordowanych żołnierzy AK: Jerzy Łoziński, Stanisław Subotrowicz i Witold Milwid, (ich przesłuchiwano najdłużej). UB-owcy zastrzelili ich w Doberlage w obecności Nowaka i Stolzmana. NKWD-zista Stolzman przygotowywał również procesy polityczne młodzieży szkolnej. W Wałczu doprowadził do skazania uczniów Bogdana Szczuckiego, Mariana Baśladyńskiego i Feliksa Stanisławskiego, a wBiałogardzie Pszczółkowskiego i Tracza na więzienie i pracę w kopalniach węgla. Wacław Nowak spotkał NKWD-zistę Stolzmana kilka lat później w Urzędzie Bezpieczeństwa w Białogardzie, ale on nazywał się już inaczej.Zmienił nazwisko na Zdzisław Kwaśniewski. "Zdzisław Kwaśniewski" pracował w Szpitalu Powiatowym i Przychodni zakładowej P.K.P. w Białogardzie. Ci, którzy go znali, opowiadają, że był wzrostu okolo 1,60 m, jego profil twarzy i chód Żyda. Gdy maszynista w P.K.P. potrzebował czas wolny od pracy, koledzy zwykli mówić: "Idź do Żydka po zwolnienie". Co najmniej jeden z tych wników mieszka w Stanach Zjednoczonych. On zapisał się na studia w Akademii Medycznej w Szczecinie, ale odpadł ponoć już na pierwszym roku. Zapewne był felczerem, a nie lekarzem. Mieszkał w Białogardzie przy ulicy Bohaterów Stalingradu nr 10, obecnie Dworcowej. Żona jego, też Żydówka, przebywała w domu i mało wychodziła do miasta. Córka jest okulistką i mieszka z mężem w USA. Był to ojciec obecnego Prezydenta R.P. Aleksandra Kwaśniewskiego-Stolzmana.
22:31, gregory501
Link Dodaj komentarz »
JEŚLI DZIECKO, TO PRL LUB PZPR, ALE NIE ZIEM ODZYSKANYCH !
Po pierwsze: Andrzej Krajewski pomija działalność Aleksandra Kwaśniewskiego jako członka Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, nie podaje nawet najmniejszej wzmianki o jego przynależności do organizacji, która służyła interesom nie polskim, ale Związku Radzieckiego.
Po drugie: Andrzej Krajewski daje jak najlepszą opinię ojcu Aleksandra Kwaśniewskiego, Zdzisławowi, natomiast nic nie wspomina o polskiej atmosferze w ich domu rodzinnym i o działalności Zdzisława Kwaśniewskiego w Urzędzie Bezpieczeństwa PRL.
Nic nie wspomina również Andrzej Krajewski o współpracy Zdzislawa Kwaśniewskiego z placówkami NKWD, które znajdowaly się w Gross-Born (Borne Sulinowo), Białogardzie i Ragiczu, jaka była jego rola w wyłapywaniu żołnierzy AK, NSZ i innych organizacji, ukrywających się na terenie Pomorza Zachodniego.Zanim przedarłem się, z narażeniem życia, do Niemiec Zachodnich, przez wiele lat żyłem w Białogardzie. Pamietam dobrze, kto z ramienia NKWD kierował działalnością miejscowego Urzędu Bezpieczeństwa. Był nim Zdzisław Kwaśniewski, ojciec Aleksandra Kwaśniewskiego, choć wtedy nazywano go towarzyszem Stolzmanem.Tyle już czasu upłynęło od tych strasznych wydarzeń. Pamiętam tylko trzy nazwiska zamordowanych żołnierzy AK.Najdłużej ich przesłuchiwano i zrobiono im proces pokazowy, w którym wszyscy 'przyznali się' do popełnionych win. Byli to: Jerzy Loziński, Stanisław Subortowicz i Witold Milwid. Rozstrzelano ich w obecności towarzysza Stolzmana - Zdzisława Kwaśniewskiego.Towarzysz Stolzman z ramienia NKWD opiekował się również procesami politycznymi młodzieży szkolnej. W Walczu odbył się proces uczniów: Bogdana Szczuckiego, Mariana Basladyńskiego i Feliksa Stanisławskiego, w Białogardzie zaś proces Pszczółkowskiego i Tracza. Skazano ich na długoletnie więzienie i prace w kopalniach węgla.Obławy na grupy żołnierzy wileńskiego oddziału AK majora Zygmunta Szyndzielerza ps. Łupaszka , które po ciężkich walkach i dużych stratach w ludziach przedostały się w lasy Pomorza Zachodniego, były również nadzorowane przez towarzysza Stolzmana.Obóz koncentracyjny NKWD w Barkenbrucke (Barkniewo) koło Gross-Born (Borne Sulinowo) był obozem przejściowym . Z tego obozu albo wywożono do Rosji, albo rozstrzeliwano. Andrzej Krajewski zdobył się na określenie miasta Borne Sulinowo jako: miasto ponad 20-tysięczne, całkowicie tajne . Tylko tyle, nic więcej.Egzekucji dokonywano około 5 km na północ od Nadrzyc, we wsi Doderlage. Miejscowość ta już nie istnieje. Istnieją tylko resztki murów i fundamenty budynków. Ciała zakopywano w okolicznych lasach, przykrywając je niewypałami, a nawet minami, następnie zasypano groby ziemia.Towarzysza Stolzmana miałem okazję spotkać w urzędzie bezpieczeństwa w Białogardzie, a po kilku latach powtórnie w tym samym urzędzie, ale nazywał się on juz inaczej. Nowe nazwisko Stolzmana brzmiało: Zdzisław Kwaśniewski. Jako lekarz mieszkał w Białogardzie przy ulicy Bohaterów Stalingradu nr 10 (obecnie Dworcowa).To tylko kilka zdań dla uzupełnienia historyjek pana Andrzeja Krajewskiego o redaktorze Salapatku i targach, na które przyjeżdżali ludzie nawet z Bornego Sulinowa.
22:19, gregory501
Link Dodaj komentarz »
DZIECKO ZIEM ODZYSKANYCH.

swoim inauguracyjnym przemówieniu, 23 grudnia 1995 roku nowy polski prezydent, Aleksander Kwasniewski przedstawił się jako dziecko Ziem Odzyskanych. Rzeczywiście urodził się 15 listopada 1954 roku i mieszkał do czasu wstąpienia na Uniwersytet Gdański w 1973 roku w Białogardzie na Pomorzu Zachodnim, na ziemiach przyznanych Polsce w Jałcie, kosztem Niemiec na zachodzie, jako rekompensata za stracone na wschodzie na rzecz Związku Radzieckiego.(...)  Mieszkańcy Białogardu mówią o prezydencie wyłącznie dobrze. Nawet grupa tak szczególna jak Sybiracy, deklaruje na koniec półgodzinnej, nieco chaotycznej rozmowy: "My na niego nie głosowalismy, ale złego nic nie powiemy", choć komuś wymyka się w gniewie: "Ten, co na Kwasniewskiego głosował, to na Syberie powinien znów jechać". Za to rodzinę Kwasniewskich wszyscy, z którymi rozmawiam, znają doskonale. Ojciec prezydenta, Zdzisław Kwasniewski, chirurg, kierownik przychodni kolejowej, zmarł w 1990 roku. Pomagał ludziom - słyszę od Sybiraków. - Bardzo cenił wykształcenie, cieszył się z każdej piątki dzieci, w pracy chwalił się doktoratem córki. - przypomina sobie pracujący z nim dawniej lekarz. Matka prezydenta, pani Aleksandra Kwasniewska, z zawodu pielęgniarka, dopiero po śmierci męża zaczęła się szerzej udzielać przyjmować gości, włączać w życie parafii sw. Jadwigi. Proboszcz Wilk mówi o niej z widoczna sympatia i podziwem: - Była jednoosobowa instytucja charytatywna, pomagała ludziom, a swoje problemy zdrowotne ukrywała. Inni wspominają, ze rozdawała zapomogi, sama sie zapożyczając, płaciła rachunki telefoniczne za rozmowy prowadzone z jej mieszkania przez sąsiadów. Zmarła nagle, już w trakcie kampanii wyborczej syna, we wrześniu. Aleksander Kwasniewski był na mszy świętej, odprawianej za nią w kościele przy Placu Wolności, a pochowana została tak jak mąż, w Warszawie. Zdaniem proboszcza Wilka, dom Kwasniewskich był zamknięty : młody Olek, tak samo jak jego siostra Małgosia, byli świadomie izolowani przez ojca... Nie wolno im było mieć za wielu kolegów. Być może wynikało to z ojcowskiej obawy przed zarażeniem dziecięcymi chorobami. To ojciec dbał, aby w domu niczego nie brakowało, organizował cale jego życie. Olek i jego siostra Małgosia, mieli przede wszystkim sie uczyć . Aż tak, ze na dodatkowe lekcje łaciny chodził do profesora Komarczewskiego. Czy ojciec marzył dla Olka o karierze lekarza? We wspomnieniach szkolnych kolegów młody Kwasniewski okazuje sie jednak sportowcem i humanista; W ogólniaku biegał, zawsze lubił sport - mówi jeden z jego kolegów, który po studiach medycznych pozostał w mieście. Z przedmiotów ścisłych szło mu gorzej, zdarzało się zarobić nawet dwoje, szczególnie z matematyki. Ale potrafił lawirowac. W tym był mistrzem - mówi tygodnikowi "Poznaniak" koleżanka z klasy prezydenta, Teresa Chrenowska. Potwierdza to dzisiejszy białogardzki lekarz: Był koleżenski, ale jednocześnie lubił sie wyrożniać. Na koniec rozmowy redaktor Salapatek pyta mnie wyraźnie podniecony: - A pan wie, ze on już raz był prezydentem? Jak to gdzie? W domu! Oni tam przecież własną republikę Kwasniewskich mieli! Oleńka mi to wszystko opowiadała, taki materiał miałem, ale teraz po jej śmierci, nie wypada pisać, zresztą Olek prosił, abym dal spokój... Rewelacje redaktora Salapatka potwierdza relacja z rozmowy z matka prezydenta w książce Agaty Chroscickiej Kwasniewski jestem : Pani Aleksandra przypomina sobie, ze Olek od dziecka miał zadatki na polityka. Jest nawet takie zdjęcie, na którym ma 9 lat i udaje, ze sklada prezydencką przysięgę. I właściwie to był wtedy prezydentem, bo rodzina Kwasniewskich miała własne państwo i nawet hymn. Oczywiście najważniejszy w tym państwie był Olek, a dopiero potem pozostali obywatele .

22:11, gregory501
Link Dodaj komentarz »
KOMU POTRZEBNY PREMIER KWAŚNIEWSKI
We wtorek szef SLD Wojciech Olejniczak ogłosił, że Aleksander Kwaśniewski będzie kandydatem LiD-u na premiera. - Dlaczego to zrobił i dlaczego teraz? - zapytaliśmy polityka z czołówki Sojuszu. - By ponownie wyprowadzić go na polityczny rynek - odpowiedział. Inni SLD-owcy dodają: - To jedna z tych decyzji, które uruchamiają domino. Ogłaszając, że Kwaśniewski może być szefem rządu, Olejniczak kieruje na LiD uwagę mediów, a tym samym wyborców. Próbuje wykreować centrolewicę na głównego przeciwnika PiS-u."Nominacji" Kwaśniewskiego towarzyszy duża aktywność szefa SLD. To on - a nie zajęci zbliżającym się kongresem przywódcy PO - był głównym przeciwnikiem PiS-u podczas sporu o lustrację. Kwaśniewski zwiększa - słabą dotąd - siłę Olejniczakowego głosu.SLD-owcy wyliczają inne konsekwencje deklaracji "Kwaśniewski premierem". - Dla wyborców to kolejny sygnał, że b. prezydent nie stworzy nowej formacji. Ważny zwłaszcza przed czwartkową konferencją Kwaśniewski - Wałęsa - Olechowski, która w wielu głowach spowodować może spory zamęt.
- Prawda jest taka - twierdzi nasz kolejny SLD-owski rozmówca - że część obecnego dworu Kwaśniewskiego, m.in. szef jego biura Waldemar Dubaniowski i europoseł Paweł Piskorski (dawniej PO), zachęca go do tworzenia własnej partii. To dla nich krótsza droga do polityki niż żmudne przebijanie się wewnątrz LiD-u. Olejniczak, ale też Krzysztof Janik, znów aktywny b. szef SLD, skutecznie te plany krzyżują. Szukają sposobów na wiązanie Kwaśniewskiego z obecną centrolewicą. Teraz ogłosili, że ma być premierem i atutem w rywalizacji z PO o elektorat centrowy. Liderzy Platformy na razie problem Kwaśniewskiego bagatelizują. - PiS już zadba o to, by nie zabrakło mu problemów. Wyciągnie plik grzechów sprzed lat. I czar pryśnie - mówi jeden z nich.Choć są w PO i obawy. - Mamy problem, i to duży. LiD będzie mówił: "Głosujcie na nas, to Kwaśniewski zostanie premierem". A co odpowie Tusk? "Jeśli wygramy, to szefem rządu będzie Rokita, Komorowski lub Zdrojewski". PO znów będzie niewyraźna. A jeśli się na kogoś zdecyduje, to i tak część elektoratu zacznie kręcić nosem.Ale i SLD-owscy spece od strategii też mają problem z... resztą LiD-u, np. z SdPl. - Obawiamy się, że Kwaśniewski nas zmarginalizuje - wyjawia polityk SdPl.
- Niepotrzebnie - uspokaja SLD-owiec. - Kwaśniewski zawsze uważał, że demokracja nie jest systemem rządów większości, tylko ochrony mniejszości. Dlatego na listach SLD była nadreprezentacja mniejszych koalicjantów. SdPl i PD nie mają się czego bać.Przyznaje jednak, że z Kwaśniewskim na czele LiD czeka ewolucja. Wokół b. prezydenta skupi się młodsze pokolenie działaczy SLD, SdPl, Partii Demokratycznej oraz UP - nastąpi stopniowe wymieszanie środowisk. Słowem, skończy się wspólną partią.Wałęsa razem z Kwaśniewskim i Olechowskim Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Andrzej Olechowski wystąpią dziś w Warszawie na wspólnej konferencji "Europejskie standardy demokratyczne". To kolejna - po apelu Ruchu na Rzecz Demokracji - próba budowy ponad podziałami frontu sprzeciwu wobec rządów braci Kaczyńskich. Wałęsa powtarza, że na geście sprzeciwu się skończy: - Jestem rozsądnym prawicowcem, on (Kwaśniewski) jest lewicowcem i to jest najbardziej czytelny podział. Olechowski nie wyklucza tworzenia z Kwaśniewskim "czegoś nowego". Sam Kwaśniewski związał się już z Lewicą i Demokratami. Ma pokierować ich radą programową. O konferencji powiedział, że będzie spotkaniem ludzi "z bardzo różnych stron", którzy razem chcą powiedzieć: "w Polsce źle się dzieje".Organizatorzy zaprosili kilkaset osób. Oczekują przybycia m.in. Bronisława Geremka, Tadeusza Mazowieckiego, profesorów Marka Safjana i Andrzeja Zolla oraz liderów partii opozycyjnych - Wojciecha Olejniczaka (SLD), Waldemara Pawlaka (PSL), Marka Borowskiego (SdPl) i Donalda Tuska (PO). W tym samym czasie Platforma organizuje jednak w Poznaniu własną konferencję, poświęconą polityce zagranicznej.
21:31, gregory501
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 maja 2007
SKANDAL W KATYNIU I W CHARKOWIE!

17 września 1999 r. prezydent, przedstawiciele Rodzin Katyńskich, parlamentarzyści i wojskowi oddali w Katyniu i Charkowie hołd zamordowanym w 1940 r. czterem i pół tysiącom polskich oficerów. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że - jak powiedziała Katarzyna Piskorska, członek zarządu warszawskiej Rodziny Katyńskiej - Pan prezydent był pod wpływem alkoholu. (cyt. za "Rzeczpospolitą" z 22.IX.1999). Polska Agencja Prasowa podała tego dnia, że : dziennikarze zwrócili uwagę na wyraźną niedyspozycję prezydenta; był blady, dziennikarze komentowali między sobą, że udział w ceremonii sprawia mu widoczną trudność. Przedstawiciel Rodziny Katyńskiej dodał, że prezydent jak na te okoliczności był nadmiernie wylewny. Radio BBC sprecyzowało, że prezydent chwiał się na nogach.

Poniżej dostępne są filmiki z pobytu Kwaśniewskiego w Charkowie. Człowiek, który określa się mianem reprezentanta narodu pojechał tam, by uczcić pamięć pomordowanych przez NKWD Polaków.

Tutaj ściągniesz Quick Time, który może być potrzebny do odtworzenia czterech krótszych filmów.http://www.polonica.net/imag/charkow02.mov

23:49, gregory501
Link Dodaj komentarz »

Tera Jola!

Jolanta Kwaśniewska z domu Konty omal nie została sędzią. Ukończyła prawo na Uniwersytecie Gdańskim, ale nie udało jej się zdać egzaminów na aplikację sędziowską. Jej grupę zapamiętał ówczesny pracownik naukowy UG, prof. Lech Kaczyński. - Stanowili bardzo oryginalną grupę - ludzie z SZSP byli w zażyłych kontaktach z ludźmi rodzącej się opozycji. Była szefową rady wydziałowej Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. W jednym z wywiadów dla kobiecego pisma redaktor naczelna spytała mnie, czy powtórzyłabym swoją drogę, czy nie wstyd mi, że byłam członkiem ZSP. To niebywałe, że istnieje ciągle taki typ myślenia - oburzała się na łamach "Angory" w czerwcu 1998. Kwaśniewska w wywiadach uparcie powtarza, że należała do ZSP, choć w 1973 zostało ono przekształcone w SZSP. Nowa organizacja różniła się od ZSP dużo większym stopniem upolitycznienia i gorliwością w wykonywaniu poleceń partii.Członkostwo w SZSP dawało możliwość zdobycia bardzo dobrze płatnej pracy. Szefowa rady wydziału korzystała z tego przywileju: malowała okna w Leningradzie, sprzątała trawlery. Na obozie pracy w NRD kopała rowy. Była to ciężka robota, ale pozwalała na ekstra wydatki, na przykład zakup butów firmy Salamander - nieosiągalnego marzenia przeciętnej studentki. Aleksandra Kwaśniewskiego poznała gdy studiował na Wydziale Ekonomiki Transportu UG. Jako jeden z dwudziestu najzdolniejszych studentów" (jak informowała PRL-owska prasa) odwiedził przewodniczącego Rady Państwa. Był aktywistą SZSP, a potem PZPR. Traktowałam go służbowo - powie o przyszłym wybranku w jednym z wywiadów. - Przeszedł drogę przez mękę, by zostać moim mężem.Kwaśniewska podaje, że poznali się podczas narady szefów rad wydziałowych. Była w tym gronie jedyną dziewczyną. - Olek prowadzący zebranie zerkał na mnie ukradkiem. Pisał do mnie liściki. W jednym wyznał, że jestem bardzo piękną kobietą, ale nie śmie podejść, bo jest brzydalem z kompleksem zębów. W uśmiechu rzeczywiście pokazywał zęby "z przerwami"!Nowy chłopak miał być dla panny Konty "antidotum na dawną miłość". Czyli faceta, który nie dawał rękojmi na ustatkowane życie.W 1979 Jolanta i Aleksander pobrali się (choć narzeczony nie przypadł do gustu ojcu) i przenieśli do Warszawy. Świeżo poślubiony awansował do centrali SZSP przy Ordynackiej. Wkrótce został redaktorem naczelnym "ITD", a przez ich mieszkanie przewijali się dziennikarze i dziennikarki, z którymi zaprzyjaźniła się pani domu. W przyszłości okazało się to bardzo przydatne, bo przyjaciele objęli kierownicze funkcje w wielu pismach. 
Te drobne trzy miliardy

W 1984 roku, po urlopie wychowawczym po urodzeniu Aleksandry, Jolanta Kwaśniewska znalazła pracę w szwedzko-polskiej firmie polonijnej PAAT. Pod koniec 1985, za kadencji Messnera, Aleksander Kwaśniewski został ministrem-członkiem Rady Ministrów. Piął się w górę. W 1987 roku powołano go na przewodniczącego Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej.Równolegle awansowała ministrowa - została wicedyrektorem, potem dyrektorem ds. handlowych. PAAT produkowała wtedy sztuczną biżuterię, którą eksportowała na Wschód. Jeden z naszych rozmówców pamięta, że pani dyrektor była wraz ze swą firmą na międzynarodowej wystawie w Moskwie, gdy dotarła do niej wiadomość o upadku gabinetu Messnera. - Nie szkodzi, mój mąż nie jest w nomenklaturze tego rządu - rzekła. W październiku 1988, za czasów Rakowskiego, Kwaśniewski objął stanowisko członka Rady Ministrów - przewodniczącego Komitetu Społeczno-Politycznego RM.Po okrągłym stole handel z Moskwą siadł i PAAT zwinęła żagle. Kwaśniewska zdecydowała się uruchomić agencję nieruchomości. - Wspólniczką została jej dobra koleżanka, żona Ireneusza Nawrockiego, który z kolei uchodzi za osobę bardzo bliską liderowi SdRP jeszcze od czasów SZSP. Nawrocki pracował z Kwaśniewską w PAAT - był przedstawicielem właściciela firmy - podała "Polityka". Nawrocki prezesował potem jednemu z NFI, PZUŻycie, przewodniczył Radzie Nadzorczej KGHM. Agencja Royal Wilanów bardzo dobrze prosperowała. Nie próżnował także Kwaśniewski, który zdążył rozpożyczyć kolegom pieniądze z kasy Komitetu Młodzieży i poużywać życia na koszt Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W 1993 r. jako poseł złożył na ręce marszałka sejmu oświadczenie majątkowe, w którym zeznał, że posiada wraz z żoną m.in. działkę o pow. 500 mkw. w Warszawie-Wilanowie, działkę rekreacyjną o pow. 3000 mkw. w Sobikowie w gm. Góra Kalwaria, mieszkanie w Warszawie przy ul. Wiktorii Wiedeńskiej 1 i udział członkowski w spółdzielni "Parkowa" w Warszawie. Na początku 1995 wspólniczki z Royal Wilanów zaczęły działać na własny rachunek. Równocześnie Kwaśniewscy notarialnie rozdzielili majątek - on był już wtedy kontrkandydatem Wałęsy do fotela prezydenckiego.W tym czasie wciąż zajmowali 83-metrowe mieszkanie przy ul. Wiktorii Wiedeńskiej na prominenckim osiedlu zwanym Zatoką Czerwonych Świń (prezydentowa często myli się i podaje, że lokal ma 75 metrów). Mieszkanie kupili za 20 procent ceny. Ich sąsiadami byli m.in. Oleksowie, Jaskierniowie i Władimir Ałganow (ten sam, z którym Kwaśniewski miał spędzić wakacje 1994 roku w Cetniewie. Nawet jeśli nie był w Cetniewie, wypoczywała tam jego żona). Ponadto Kwaśniewscy posiadali dwie działki - budowlaną (500 mkw.) wartą 750 mln zł i rekreacyjną (2600 mkw.), 130-metrowy lokal użytkowy oraz własne kilkusetmilionowe wkłady na kontach bankowych.Te trzy miliardy, które zarobiłam w ciągu trzech lat, przecież musiałam częściowo zainwestować, m.in. w akcje "Polisy", czego wcale nie ukrywam. Na koncie mam 700 milionów. To na budowę domu za mało - wyznała Kwaśniewska "Panoramie".

23:44, gregory501
Link Komentarze (1) »
D.CIĄG ŻYCIORYSU KWAŚNIEWSKICH
Goło i wesoło
Politycy wszystkich opcji przyznają zgodnie, że Jolanta Kwaśniewska "wyrobiła się" i doskonale wypełnia reprezentacyjne obowiązki małżonki głowy państwa. Ale prezydenturę męża rozpoczęła od serii wpadek. Najbardziej rzucały się w oczy te, łamiące zasady protokołu i etykiety. Prezydentowa wkładała zbyt krótkie spódniczki podczas witania głów państwa, zbyt jaskrawe stroje na wizyty w Oświęcimiu. Sama przeciągała swój ciężki fotel bliżej stolika, przy którym usadzano gości i parę prezydencką do zdjęć.Podczas przyjęcia na cześć królowej brytyjskiej włożyła wyjątkowo strojną, mocno wydekoltowaną suknię. Gołe ramiona nie zrobiły wrażenia na towarzyszącym Elżbiecie II księciu Filipie, którego przy stole posadzono koło Kwaśniewskiej. Przeciwnie - zatopił się w rozmowie z sąsiadem z drugiej strony. Gawędził z nim najpierw bokiem, a potem tyłem do prezydentowej. Znawcy protokołu ze zgrozą obserwowali niespotykaną, coraz bardziej obraźliwą dla niej sytuację, próbując różnymi gestami nakłonić księcia do poświęcenia jej uwagi.Jeszcze w rok po wyborach Kwaśniewskiej zdarzyło się publicznie stracić nerwy. - Życzę pani dużo zdrowia, bo na rozum za późno - odpowiedziała kobiecie, która podczas festiwalu w Sandomierzu wylewała pod jej adresem swe żale. Ale Kwaśniewska szybko się uczyła. Może dlatego, że dyscyplinę wyniosła z domu, w którym dominował ojciec Andrzej Konty - pułkownik WOP, jako emeryt dorabiający w charakterze nauczyciela przysposobienia obronnego. Państwo Konty mieli trzy córki, Jolanta była średnią. Gdy miała przyjść na świat, spodziewali się syna, wybrali mu nawet imię - Włodek. Dziewczynka, która pojawiła się w zamian, była nazywana Włodkiem i wychowywana jak chłopak. - Moje siostry prosiły Mikołaja o lalki, ja chciałam armatkę lub karabin. Najbardziej dziewczęcą zabawką był dla mnie "mały konduktor" z ręcznym dziurkaczem do biletów - wspominała. Gdy "Włodek" była w podstawówce, matka postanowiła dodać jej dziewczęcości - wysłała ją na lekcje baletu i muzyki.

"Bez barier" z barierami

W działalność charytatywną Kwaśniewska wkroczyła mało delikatnie. Zaczęła bowiem od wystosowania listu do 49 wojewodów (wojewodowie podlegają szefowi rządu, wówczas z SLD) z prośbą o spis kilkunastu firm w województwie, do których będę mogła wystąpić o ewentualne wsparcie materialne" dla potrzebujących. Fundacja "Porozumienie bez barier" jeszcze nie istniała. "Proszę, by spis zawierał następujące dane: imię i nazwisko prezesa, dyrektora lub właściciela, nazwę z kodem i krótką charakterystykę produkcji i działalności". Angażowanie struktur administracji państwowej do działalności żony prezydenta przedstawiciele innych organizacji pozarządowych uznali za oburzające. Sama prezydentowa nie kryła, że z jej pozycją łatwiej gromadzić środki niż komu innemu. Pierwszym znaczącym sponsorem Fundacji "Porozumienie bez barier" był nasz mieszkający w USA pięściarz Andrzej Gołota. Wpłacił na konto fundacji 100 tysięcy dolarów. W tym samym czasie prezydent wystawiał bokserowi list żelazny na powrót do kraju (Gołota ścigany był w Polsce za pobicie).Sumy przekazywane na konto fundacji trzymane są w największej tajemnicy. Wiadomo, że wśród sponsorów znalazły się największe firmy w Polsce: Kulczyk Holding, Fundacja Warta, PTK Centertel, Grupa Żywiec, Winthertur, Fundacja Banku Zachodniego WBK. Mniejsze kwoty wpłacał Bartimpex i L'Oreal. Cały swój majątek przepisał fundacji w testamencie ambasador Edward Pietkiewicz. W 2001 roku "Porozumienie bez barier" otrzymało 4,5 miliona zł darowizn. Kwaśniewska obdziela dotacjami szpitale, domy dziecka, hospicja. Bierze udział w licytacjach charytatywnych - w ostatni piątek sprzedawano jej portret pędzla Rafała Olbińskiego. Anonimowy nabywca dał za niego 30 tys. zł. Niestrudzenie podróżuje po Polsce, odwiedzając chorych.Z podziwu dla zaangażowania prezydentowej nie może wyjść członek Rady Fundacji, ks. Arkadiusz Nowak. - Jest osobą bardzo serdeczną i bardzo szczerą, z poczuciem humoru. Mam powody, by o niej mówić w samych superlatywach, choć jak każdy człowiek nie jest bez wad - powiedział "GP".

Futerko z łasic i soboli z koronką ze skórki źrebiąt

W lipcu 1999 przez polskie media przetoczyła się fala tekstów dotyczących wyjazdu Kwaśniewskiej do Turynu, na obchody 100-lecia koncernu Fiat. Miała tam reprezentować zaproszonego na uroczystość prezydenta RP. Do kraju nasza first lady wróciła samolotem Fiata. Kancelaria Prezydenta utrzymywała potem, że pokryła koszty przelotu, ale nagabywani przedstawiciele koncernu utrzymywali, że nic nie słyszeli o rachunku. Wizytę przygotowały przedstawicielstwa dyplomatyczne Polski w Turynie i Mediolanie. W tym ostatnim prezydentowa przez parę godzin robiła zakupy - buty i inne rzeczy dla jej męża przymierzał funkcjonariusz BOR, który ma wymiary zbliżone do Kwaśniewskiego.Parę tygodni później prezydentowa otwierała pawilon firmy Marks&Spencer położony w Al. Jerozolimskich przy Dworcu Centralnym w Warszawie. Gości imprezy witały transparenty "największy przekręt w gminie", sklep został bowiem postawiony bez odpowiednich zezwoleń. 
Kwaśniewska nie przejęła się, co więcej - wykorzystała rozdawany gościom bon w postaci pensa, uprawniający do darmowych zakupów. Dla porównania - dyrektor dzielnicy Śródmieście odmówiła wykorzystania bonu i skierowała do prokuratury sprawę o próbę przekupstwa.Borowcy ochraniający prezydentową niejednokrotnie wykonują nietypowe polecenia. W Szczecinie rozdawali pocztówki ze zdjęciem i autografem Kwaśniewskiej małym pacjentom tamtejszego szpitala (gdy ona rozmawiała z personelem i chorymi).W jednym z wywiadów wyznała: "Zdarza się, że mówię do moich chłopców: Przepraszam, czy możecie mi dopiąć zamek w sukience?".Ochroniarz odwiedza z first lady salony mody, podaje garderobę do mierzenia. W październiku asystował przy zakupie wartego 23 tysiące futerka z łasic i soboli z koronką wycinaną laserowo ze skórki źrebiąt. Tak znakomitej klientce zaoferowano rabat.

Marzenie: pałacyk

Jolanta Kwaśniewska jest w ostatnich czasach znacznie mniej wylewna niż za pierwszej kadencji męża. W wywiadach sprzed paru lat pozwalała sobie na intymne zwierzenia. "Lubimy rano potańczyć w łazience. Tańczymy na bosaka. Czasami, kiedy mąż pierwszy weźmie prysznic, jeszcze wpada do mnie na chwilę do łóżka, by się przytulić i woła psa do kompletu". Albo: "Zaprzyjaźnieni mężczyźni często zwierzają mi się ze swoich osobistych kłopotów, także z zawodów miłosnych. Czasami mam wrażenie, że stałam się pogotowiem miłosnym". "Byłam najbrzydsza z sióstr, okropnie pucołowata". "Nigdy nie chodziłam do pracy na ósmą. O ósmej dopiero wstawałam". Ostatnie wywiady wskazują, że prezydentowa w pełni się kontroluje i dla każdego czytelnika znajdzie coś miłego. "W dzieciństwie (...) brałam udział w pieleniu, kopaniu ziemniaków, nauczyłam się doić krowę" - zdradziła czytelnikom "Zielonego Sztandaru". Gdyby wyciągać wnioski z jej wypowiedzi prasowych, można by odnieść wrażenie, iż głównym powodem, dla którego zdecyduje się na start w wyborach, jest brak odpowiedniej rezydencji.Przyznam, że jesteśmy w dość śmiesznej sytuacji. Spośród naszych znajomych mieszkamy chyba w najmniejszym mieszkaniu. Nasi przyjaciele powolutku zbierając pieniążki, mają domki... - mówiła na początku pierwszej kadencji i powtarza to co parę lat. Gdy w 2001 sprzedawała działkę w Wilanowie, tłumaczyła: - Z przerażeniem myślimy, że za cztery lata musimy się przeprowadzić do naszego domu. Nie możemy wrócić do swojego starego mieszkania. 
Ostatnio, jak dowiedziała się "GP", żaliła się komuś, że chciałaby mieć pałacyk w Konstancinie. - Pieniądze mamy, ale nie możemy ich użyć, tak wszyscy patrzą na ręce. W związku z tym państwo Kwaśniewscy budują dom w mniej prestiżowym Józefosławiu pod Warszawą
23:40, gregory501
Link Dodaj komentarz »
D.CIĄG ŻYCIORYSU KWAŚNIEWSKICH

Mocny w gębie
Po raz pierwszy o żonie lidera partii postkomunistycznej zrobiło się głośno w 1992 roku, po publikacji skandalizującej książki Marzeny Domaros, która opisała przywódcę postkomunistów jako mężczyznę mocnego w gębie, słabego w alkowie. Kwaśniewska nie szczędziła języka, lokalizując autorkę wynurzeń w okolicach warszawskiego pigalaka. Ale zniosła sytuację z fasonem.Poza tym wyjątkiem nie pojawiała się w mediach. Aż do 1995 roku, kiedy to jej mąż zdecydował się na start w wyścigu do fotela głowy państwa. Szefowa sztabu wyborczego Aleksandra Kwaśniewskiego, późniejsza szefowa jego kancelarii, a obecnie przewodnicząca KRRiTV Danuta Waniek, która połowicę swego pryncypała poznała tak naprawdę dopiero w czasie kampanii, opowiada: 
- Jolanta do końca sierpnia nie uczestniczyła w kampanii wyborczej Aleksandra. Myślę, że było to zamierzone. Jolanta miała nie do końca wyrobiony pogląd, czy jej mąż dobrze robi, startując w wyborach. Świadczy o tym jedna z jej wypowiedzi. Ponadto tamta kampania dostarczała nam wielu nieprzyjemnych, nawet niebezpiecznych sytuacji. Atmosfera spotkań z kandydatem SLD była napięta nie tylko dlatego, że w miarę zbliżania się terminu głosowania szanse dwóch pretendentów były niemal wyrównane. Ataki na swą osobę prowokował sam Kwaśniewski.

To nie kłamstwo, to majstersztyk propagandy
Podczas kampanii szeroka publiczność dowiedziała się, że okłamał Państwową Komisję Wyborczą, podając, że ma wyższe wykształcenie. Kłamał nie pierwszy raz - wcześniej w oświadczeniach składanych w Kancelarii Sejmu w rubryce "wykształcenie" wpisywał "wyższe - mgr ekonomii". Zaskoczenia informacją nie kryli najbliżsi współpracownicy.Mimo ujawnienia w październiku 1995 r., że nie posiada dyplomu uczelni, Kwaśniewski kłamał dalej. W wywiadzie dla radiowej "Trójki" upierał się, że ma wyższe wykształcenie, a pracę magisterską bronił na Uniwersytecie Gdańskim. To samo powtarzał niemieckiej gazecie "Frankfurter Rundschau". Jego wersję podtrzymywała żona.Pani Kwaśniewska mówiła, że dokładnie pamięta, iż poznali się w czasie zdawania przez Aleksandra Kwaśniewskiego ostatniego egzaminu w toku studiów. Zapamiętała to wydarzenie dlatego, że oboje czekali pod drzwiami egzaminatora i tak się zaczęło - uściśla minister Waniek.Dopiero po kategorycznym wyjaśnieniu rektora UG, że Kwaśniewski został skreślony z listy studentów na V roku studiów w 1978 roku, bo nie zdał dwu egzaminów i nie otrzymał jednego zaliczenia, prezydent-elekt przyznał, że nie obronił pracy magisterskiej. W międzyczasie jednak odbyły się wybory, a wyborcy wybierali między magistrem Kwaśniewskim i absolwentem zawodówki Wałęsą. Pod koniec kampanii wyborczej w 1995 wyszło na jaw jeszcze jedno kłamstwo Kwaśniewskiego. Podał mianowicie nieprawdę w deklaracji majątkowej, którą - zgodnie z ustawą antykorupcyjną - wypełniał jako poseł. W deklaracji powinien podać wszystkie składniki majątku posiadane przez niego i żonę. Tymczasem nie ujawnił akcji Towarzystwa Ubezpieczeniowo- Reasekuracyjnego "Polisa" posiadanych przez Jolantę Kwaśniewską - był to pakiet 31 tysięcy 332 akcji (za 1995 rok dywidenda z tytułu ich posiadania wyniosła ponad 532 mln st. zł, czyli 53,2 tys. nowych). Jerzy Jaskiernia (SdRP), ówczesny minister sprawiedliwości - prokurator generalny, bronił swego partyjnego kolegi. Dziennikarzom, którzy opublikowali deklarację, zagroził wszczęciem sprawy o ujawnienie poufnych materiałów.  Kwaśniewska uznała aferę "Polisy" za "majstersztyk propagandy". - Media ogarnęło jakieś szaleństwo - mówiła "Trybunie" dokładnie 5 lat później, podczas kolejnej kampanii męża.

Mieszkanie dla przyjaciela
Po wygranych wyborach lider SdRP z rodziną przeniósł się do Pałacu Namiestnikowskiego. Swe mieszkanie udostępnili ponoć biznesmenowi Włodzimierzowi Wapińskiemu. - Pan Wapiński to stary przyjaciel państwa Kwaśniewskich, wspomagał nas też w czasie kampanii prezydenckiej w 1995 roku, wtedy go poznałam - opowiada Danuta Waniek. - Kiedyś przyszedł z wielką torbą pełną koszulek, na których były wydrukowane zdjęcia Aleksandra. Sprawia na mnie wrażenie niezwykle łagodnego człowieka, zawsze uśmiechniętego.Z informacji "GP" wynika, że Jolanta Kwaśniewska przyjaźni się z Wapińskim znacznie bliżej niż jej mąż.O Wapińskim było głośno w związku z aferą Laboratorium Frakcjonowania Osocza (biznesmen miał w tej fabryce udziały). Budżet państwa będzie musiał wyłożyć 20 milionów dolarów, poręczone na inwestycję w 1997 roku przez rząd SLD-PSL. A fabryka osocza nigdy nie powstała. Dwa tygodnie temu "Wprost" napisał, iż Wapiński był skazany w Szwecji za handel narkotykami.

Biznes się kręci
Wraz z przeprowadzką na Krakowskie Przedmieście prezydentowa zmuszona była zrezygnować z prowadzenia swej agencji nieruchomości. Jolanta była dumna ze swej firmy, bo był to jej własny dorobek. Wiedziałam, że będzie jej się trudno z nią rozstać. Pamiętam, iż z jej wypowiedzi wynikało, że sprzedaż firmy nie wchodzi w grę - mówi Danuta Waniek - Z braku doświadczeń w warunkach polskich postanowiliśmy sięgnąć po wzorce amerykańskie. Poprosiłam urzędnika ambasady amerykańskiej o opis standardów obowiązujących w takich sytuacjach w USA. W odpowiedzi poinformowano mnie, że w takich przypadkach obowiązują u nich konkretne procedury i firma oddawana jest w zarząd. I tak uczyniła Jolanta. Postanowiła zająć się działalnością charytatywną i był to bardzo dobry wybór.Kwaśniewska utrzymywała publicznie, że na początku prezydentury bywała w swej firmie "co jakiś czas, mniej więcej raz na dwa miesiące". - Potem zrezygnowałam i z tego. Moja obecność trochę zawsze przeszkadza, klienci przypatrują się, traci na tym rytm pracy.
Pierwsza dama jest nadal właścicielką firmy, na jej konto zarząd powierniczy przelewa zyski z agencji. Odwiedziliśmy Royal Wilanów tydzień temu. Dwie urzędujące tam panie twierdzą: "pani prezydentowa wpada do nas raz na miesiąc. Urządzamy sobie także wspólny opłatek i jajeczko". 
Szefowa agencji bardzo niechętnie rozmawia z GP". - Pani Kwaśniewska to wspaniała osoba - recytuje. - Jest przystępna i szalenie miła. W numerze z czerwca zeszłego roku "GP" opisaliśmy, jak pierwsza dama zabiega o swe interesy. W 2001 roku Kwaśniewscy sprzedawali swą działkę przy ul. Rumianej w Wilanowie. Obyta na rynku nieruchomości prezydentowa postanowiła podbić cenę nieruchomości, uzyskując w gminie pozwolenie na wybudowanie na działce apartamentowca. Uzyskania odpowiednich dokumentów domagał się ewentualny nabywca, z którym podpisali przedwstępną umowę sprzedaży. Prezydentowa załatwiła formalności, choć ul. Rumiana leży w obszarze tzw. niskiej zabudowy Wilanowa, co oznacza, że można na nim stawiać jedynie domki jednorodzinne. Wszystkie procedury (w tym odwoławcze - protesty składali mieszkańcy sąsiednich posesji) odbywały się w błyskawicznym tempie. Tak błyskawicznym, że inwestor zdążył już postawić czterokondygnacyjny budynek. Mieści on ponad 20 apartamentów i dosłownie przelewa się na sąsiednie parcele.

Pewne hece, skandale i skandaliki
Sprawa działki w Wilanowie to nie pierwszy przypadek, gdy Kwaśniewskim zarzucano postępowanie moralnie dwuznaczne.Na początku lutego 1998 r. ukazała się reklama mebli "Forte" z wizerunkiem Aleksandra Kwaśniewskiego i podpisem "Prezydent powinien być zadowolony". W dniu ukazania się reklamy prezydent bronił się, iż polityk może wspierać dobre firmy prowadzące eksport na rynki azjatyckie. Zaprzeczał, by cokolwiek łączyło go z reklamowaną firmą. Tydzień potem wyszło na jaw, że salon meblowy "Forte" w Gdańsku prowadzi szwagier Jolanty Kwaśniewskiej, Mariusz Godlewski, wraz ze swym ojcem Czesławem.Prezydent zapowiedział, że wyciągnie konsekwencje służbowe wobec osób odpowiedzialnych za umieszczenie jego wizerunku w reklamie mebli. Konsekwencje te przyjął mężnie na siebie rzecznik, Antoni Styrczula. W nagrodę dostał posadę szefa Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych.Prezydent był także bohaterem paru skandali, do których dopuścił się pod wpływem alkoholu. W siedzibie ONZ owijał się w polską flagę. Publicznie ładował się do bagażnika swojej limuzyny. Jak mówią nasi rozmówcy, hece zdarzały się wtedy, gdy męża nie upilnowała Jolka - wielka przeciwniczka nadużywania alkoholu przez prezydenta.Do najbardziej przykrego incydentu doszło w 1999 roku podczas uroczystości w Charkowie upamiętniających oficerów pomordowanych przez NKWD. Kwaśniewski bełkotał, miał kłopoty z utrzymaniem równowagi. Według oficjalnej wersji prezydent cierpiał z powodu przeciążenia goleni.Bolą mnie takie ataki. Wiem przecież, że podczas gry w tenisa mąż zerwał sobie zaczepy mięśni. Wiem, jaki ból towarzyszy takiej kontuzji - zapewniała żona głowy państwa. Dziwiła się, dlaczego wyborcy nie znoszą "komucha". I dlaczego dają upust nienawiści - jak przed koncertem galowym w Paryżu, gdy polscy studenci przywitali ich jajkami. - Zdumiony obserwowałem, jak zwierzchnik sił zbrojnych ucieka, pozostawiając swą żonę na ulicy - opowiada "GP" uczestnik tego zdarzenia, Witold Gładkij. Kwaśniewska z trudem doczyszczała garderobę, jeszcze podczas koncertu koleżanka wyciągała jej skorupkę z ucha.

23:39, gregory501
Link Dodaj komentarz »
NA POCZĄTEK KRÓTKI ŻYCIORYS "PANA PREZYDENTA"

Historia

 czyli Olo zawsze na wierzchu

·    W trakcie studiów na Uniwersytecie Gdańskim (1973-77) A. Kwaśniewski wstępuje do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. Intensywna działalność nie pozostawia już mu czasu na obronę pracy magisterskiej.

·    W 1977 r. wstępuje do PZPR, nie z powodu sytuacji rodzinnej czy konieczności życiowej, ale dla zrobienia kariery.

·    W 1981 r. z polecenia nomenklatury partyjnej zostaje mianowany redaktorem naczelnym tygodnika "ITD". W roku następnym bierze udział w pracach komisji weryfikacyjnej i czynnie przyczynia się do wyrzucenia z pracy niezależnie myślących dziennikarzy.

·    Pracuje w radach Rakowskiego i Messnera - początki kariery na najwyższych urzędach państwowych, zajmując ministerialne stanowiska, uzyskane bez żadnej weryfikacji demokratycznej.

·    W 1989 r. przegrywa wybory do Senatu w woj. koszalińskim.

·    W ostatnich dniach urzędowania, już w roku 1990, "jednym podpisem" umarza pożyczki na zawrotne w tym czasie kwoty kilkuset milionów złotych dla komunistycznych organizacji młodzieżowych takich jak ZSMP czy ZSP.

·    Trzy miesiące wcześniej, na ostatnim zjeździe PZPR (pierwszym SdRP) zostaje wybrany szefem.

·    A. Kwaśniewski pozostaje wierny stalinowskim tradycjom i głosuje za przedawnieniem zbrodni PRL-u.

 

Aleksander Kwaśniewski

prawie magister

Aleksander Kwaśniewski - prezydent RP. Członek partii komunistycznej, minister w dwóch kolejnych rządach komunistyczych. Mimo to w latach 90. zapewniał: Nigdy nie byłem komunistą! Wejście do PZPR Kwaśniewski tłumaczył tym, że pociągała go atmosfera partii, która się chciała reformować. Ciekawe tłumaczenie ze strony osoby, która weszła do PZPR, kierowanej przez Gierka i Jaroszewicza, w 1977 roku, w okresie skrajnej stagnacji, po brutalnym rozbiciu protestujących robotników z Radomia i Ursusa, osławionych "ścieżkach zdrowia" etc.

0d wczesnej młodości umiał stawiać na to, co przyspieszało karierę. Już w gimnazjum jako 17-1etni chłopak ochoczo wysławiał Związek Sowiecki jako wzór dla Polski. W kronikach jego szkoły odnotowano w 1971 roku: Odbyły się w naszej szkole uroczystości poświęcone 54 rocznicy Wielkiego Października. Uroczystość tę zaszczycili swą obecnością pedagodzy radzieccy. Wydarzenia tamtych chwalebnych dni przypomniał kolega Kwaśniewski, który zwrócił jednocześnie uwagę na zasługi ZSRR w rozwoju socjalizmu polskiegoW dość szczególny sposób tłumaczył swoje opowiedzenie się za lewicą: Mój ojciec od rana słuchał "Wolnej Europy". Moje lewicowe poglądy ukształtowały się pod wpływem niedobrej prymitywnej propagandy "Wolnej Europy". Jej jednostronność tak mnie denerwowała, że pchało mnie to w stronę lewicy. Kwaśniewskiego denerwowała "niedobra, prymitywna propaganda RWE", ale jak widać pociągała go łukaszewiczowsko-gierkowska propaganda lat 70., nie mówiąc o propagandzie sowieckiej z doby późnego Breżniewa. Szybko robił karierę aparatczyka. W 1977 roku był już wiceprzewodniczącym Zarządu Wojewódzkiego SZSP i wstąpił do PZPR-u. W 1978 roku był już kierownikiem Wydziału Kultury ZG SZSP. Ożenił się z Jolantą Konty i przeniósł do Warszawy, gdzie natychmiast dostał mieszkanie. Już nie starał się ukończyć studiów i napisać żmudną pracę magisterską. Teraz liczyło się dla niego maksymalne wykorzystanie dobrych układów. Znający dobrze Kwaśniewskiego od 1981 roku Piotr Gadzinowski wspominał: Umiejętność sitwiarstwa byla istotną cechą prezesa i Kwaśniewski ją niewątpliwie posiadaJesienią 1981 r. Kwaśniewski został redaktorem naczelnym "itd". Po czasowym zamknięciu pisma w okresie stanu wojennego od stycmia 1982 r. rozpoczyna gorączkowe starania u różnych bonzów partyjnych o jego uruchomienie. Z tego czasu i z pierwszych miesięcy po wznowieniu pisma zanotowano wiele przykładów nagminnej skłonności Kwaśniewskiego do rozmijania się z prawdą. Opisała je Agata Chróścicka: Czekając na odwieszenie "itd" wszędzie mówił, że jest bezrobotny i uskarżał się, że nie ma pieniędzy, podczas gdy - jak twierdzą jego koledzy redakcyjni - przez cały czas zawieszenia "itd" brał pensję redaktora naczelnego. Uczestniczył w komisji weryfikacyjnej dziennikarzy, jak wspominała choćby Lidia Ostałowska, ale później twierdził, że nie brał żadnego udziału w weryfikacjach dziennikarzy. Chociaż lubił podkreślać, jak ważne były dla niego starania o dziennikarzy, których namówił do współpracy z "itd" podczas weryfikacji nie upominał się o swoich współpracowników. Co więcej - kiedy niektórzy z negatywnie weryfikowanych dziennikarzy wygrywali sprawy w Sądzie Pracy, nie przyjmował ich z powrotem do redakcji. 

Tego typu postawa Kwaśniewskiego sprzyjała jego przyspieszonej karierze, mocno wspieranej w swoim czasie przez młodego "twardogłowego" Waldemara Świrgonia. W 1984 roku został redaktorem naczelnym Sztandaru Mlodych, w 1985 r. ministrem w rządzie Messnera, później ministrem w rządzie Rakowskiego, przez którego był ogromnie faworyzowany. W 1989 roku przy "okrągłym stole" był już jednym z czołowych przedstawicieli strony partyjno-rządowej, startował w wyborach czerwcowych do Senatu z województwa koszalińskiego, ponosząc porażkę w starciu z nikomu nie znaną organistką z listy "Solidamości" z Koszalina. Zaprzyjaźniony już wtedy z Kwaśniewskim Michnik dworował sobie w rozmowie z nim 8 czerwca 1989 r. mówiąc: Olek, taką ka-ampanię zrobiłem ci w Gdańsku, i dałeś du-upy. "Różowi" na czele z Kuroniem i Michnikiem nie zapominają o Kwaśniewskim, widząc w nim godnego maksymalnego popierania i nagłaśniania "Europejczyka", który bardzo może się im przydać w przyszłości w starciach z narodową prawicą. Kwaśniewski utrzymał urząd przewodniczącego Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej w randze ministra. Zarówno w 1989 roku, jak i w 1990 jako przewodniczący SdRP Kwaśniewski korzystał z bardzo wydatnego poparcia nagłaśniającego ze strony Michnika i jego Gazety Wyborczej. Rozmiary tego poparcia i współdziałania Kwaśniewskiego z "różowymi" z "udecji" (ogromne zaangażowanie Kwaśniewskiego na rzecz utrzymania przez Geremka przewodnictwa komisji zagranicznej w Sejmie) dawały wiele do myślenia. Podobnie jak konsekwentne występowanie Kwaśniewskiego przeciwko rzecznikom obrony patriotyzmu i polskości, jego ataki na "hurrapatriotyczne emocje" i "polonocentryzm", a równocześnie skrajnie filosemickie stanowisko, ogromna spolegliwość wobec różnych postulatów strony żydowskiej.

Wolność od pracy magisterskiej

W informatorze z II kadencji Sejmu o Kwaśniewskim podawano wykształcenie wyższe; mgr ekomomii. Sam Kwaśniewski 16 października 1995 r. publicznie skłamał mówiąc w wywiadzie dla radiowej Trójki, że obronił pracę magisterską na Uniwersytecie Gdańskim i ma wyższe wykształcenie (według Rzeczypospolitej z 11 grudnia 1995 r.). Tymczasem 16 listopada 1995 r., na trzy dni przed II turą wyborów, B. Synak, prorektor Uniwersytetu Gdańskiego oświadczył, że Aleksander Kwaśniewski został skreślony 5 października 1978 r. z listy studentów wydziału Ekonomiki i Transportu UG. 24 października to samo potwierdził rektor UG prof Z. Grzonka, mówiąc, że A. Kwaśniewski ani nie skończył studiów na UG, ani nie jest absolwentem uczelni, ani magistrem. Nie przeszkodziło to Kwaśniewskiemu kolejny raz skłamać w wywiadzie dla Frankfurter Rundschau z 24 listopada, iż skończył studia na wydziale Handlu Zagranicznego, a odmienne stwierdzenie rektora UG w tej sprawie nazwał "manewrem wyborczym". Dopiero 2 grudnia 1995 r. Kwaśniewski już jako prezydent-elekt przyznał na łamach Polityki, że nie zrobił magisterium. Dał jednak przy tym skrajnie groteskowe wyjaśnienie całej sprawy. Zapytany, dlaczego przystępując do walki o takiej wadze nie postarał się o to, by mieć wszystkie papiery w porządku, wykazać więcej dbałości choćby w wypełnianiu ankiet. Kwaśniewski odpowiedział: (..) Uważam, że jako osoba, która zdała wszystkie egzaminy, mam ukończone studia wyższe. Mam jednak poczucie pewnego grzechu - otóż żałuję, że toku studiów nie zamknąłem formalnie magisterium. Co to było? Swego rodzaju nonszalancja, poczucie, że niejest to w gruncie rzeczy ważne? Zapewne wszystko razem. Może zresztą brak dyplomu zadaje kłam opiniom, o mnie jako o wyrachowanym karierowiczu, który wszystko sobie dokładnie zaplanował i wyreżyserował. Sięgacie tematu bardzo dla mnie trudnego i także do części mojej duszy, która nie jest zbytnio odkryta - przez całe życie odczuwałem straszliwą potrzebę wolności i gdzieś właśnie w tym mieści się to machnięcie ręką na dyplom. Nie mam natomiast żadnych kompleksów jeśli chodzi o moje wykształcenie, które uważam za bardzo dobre.

13:36, gregory501
Link Komentarze (4) »
Ciąg dalszy o kwaśnym!!!

TOWARZYSZ   STOLZMAN

Omal z krzesła nie spadłem, kiedy przeczytałem w Gwieździe Polarnej z dnia 17 lutego artykuł pod tytułem 'Dziecko ziem odzyskanych' !

Jeśli dziecko,  to PRL  lub  PZPR,  ale nie Ziem Odzyskanych !
Po pierwsze: Andrzej Krajewski pomija działalność Aleksandra Kwaśniewskiego jako członka Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, nie podaje nawet najmniejszej wzmianki o jego przynależności do organizacji, która służyła interesom nie polskim, ale Związku Radzieckiego.

Po drugie: Andrzej Krajewski daje jak najlepszą opinię ojcu Aleksandra Kwaśniewskiego, Zdzisławowi, natomiast nic nie wspomina o polskiej atmosferze w ich domu rodzinnym i o działalności Zdzisława Kwaśniewskiego w Urzędzie Bezpieczeństwa PRL.
Nic nie wspomina również Andrzej Krajewski o współpracy Zdzislawa Kwaśniewskiego z placówkami NKWD, które znajdowaly się w Gross-Born (Borne Sulinowo), Białogardzie i Ragiczu, jaka była jego rola w wyłapywaniu żołnierzy AK, NSZ i innych organizacji, ukrywających się na terenie Pomorza Zachodniego.
Zanim przedarłem się, z narażeniem życia, do Niemiec Zachodnich, przez wiele lat żyłem w Białogardzie. 
Pamietam dobrze, kto z ramienia NKWD kierował działalnością miejscowego Urzędu Bezpieczeństwa. Był nim Zdzisław Kwaśniewski, ojciec Aleksandra Kwaśniewskiego, choć wtedy nazywano go towarzyszem Stolzmanem.Tyle już czasu upłynęło od tych strasznych wydarzeń.  Pamiętam tylko trzy nazwiska zamordowanych żołnierzy AK.Najdłużej ich przesłuchiwano i zrobiono im proces pokazowy, w którym wszyscy 'przyznali się' do popełnionych win.Byli to: Jerzy Loziński, Stanisław Subortowicz i Witold Milwid. Rozstrzelano ich w obecności towarzysza Stolzmana - Zdzisława Kwaśniewskiego.Towarzysz Stolzman z ramienia NKWD opiekował się również procesami politycznymi młodzieży szkolnej. W Walczu odbył się proces uczniów: Bogdana Szczuckiego, Mariana Basladyńskiego i Feliksa Stanisławskiego, w Białogardzie zaś proces Pszczółkowskiego i Tracza. Skazano ich na długoletnie więzienie i prace w kopalniach węgla.Obławy na grupy żołnierzy wileńskiego oddziału AK majora Zygmunta Szyndzielerza ps. Łupaszka , które po ciężkich walkach i dużych stratach w ludziach przedostały się w lasy Pomorza Zachodniego, były również nadzorowane przez towarzysza Stolzmana.Obóz koncentracyjny NKWD w Barkenbrucke (Barkniewo) koło Gross-Born (Borne Sulinowo) był obozem przejściowym . Z tego obozu albo wywożono do Rosji, albo rozstrzeliwano. Andrzej Krajewski zdobył się na określenie miasta Borne Sulinowo jako: miasto ponad 20-tysięczne, całkowicie tajne . Tylko tyle, nic więcej.Egzekucji dokonywano około 5 km na północ od Nadrzyc, we wsi Doderlage. Miejscowość ta już nie istnieje. Istnieją tylko resztki murów i fundamenty budynków. Ciała zakopywano w okolicznych lasach, przykrywając je niewypałami, a nawet minami, następnie zasypano groby ziemia.Towarzysza Stolzmana miałem okazję spotkać w urzędzie bezpieczeństwa w Białogardzie, a po kilku latach powtórnie w tym samym urzędzie, ale nazywał się on juz inaczej. Nowe nazwisko Stolzmana brzmiało: Zdzisław KwaśniewskiJako lekarz mieszkał w Białogardzie przy ulicy Bohaterów Stalingradu nr 10 (obecnie Dworcowa).To tylko kilka zdań dla uzupełnienia historyjek pana Andrzeja Krajewskiego o redaktorze Salapatku i targach, na które przyjeżdżali ludzie nawet z Bornego Sulinowa.Były kierownik UB w Drawsku Pomorskim, Wacław Nowak, wyjawił, że Zdzisław Kwaśniewski, ojciec obecnego Prezydenta R.P., to żydowski zbrodniarz wojenny winny zbrodni przeciwko narodowi polskiemuNowak mieszkał jako emeryt w Koszalinie przy ulicy Powstańców Wielkopolskich 22. Kilka miesięcy przed śmiercią w 1994 roku wyznał, że UB i NKWD zamordowało AK-owców, NSZ-owców i uczestników ruchu oporu na Pomorzu Zachodnim w 1945 roku, do czego on sam się przyczynił. Nowak kierował operacjami UB w rejonie Drawsko, Czaplinek, Jastrowie, Połczyn, Białogard i Kołobrzeg. Otrzymywał on rozkazy bezpośrednio od NKWD z placówek w Gross-Born (Borne-Sulimowo), Białogardzie i Ragiczu. Występował on pod przybranym nazwiskiem "Wacław Nowak" nadanym mu przez NKWD w trakcie nominowania go na stanowisko kierownika UB w Drawsku w 1945 roku. Jego prawdziwe nazwisko zdradzało jego rodowód żydowski.Z nakazu NKWD Nowak wychwytał żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i organizacji antysowieckich, ukrywających się na podległym mu terenie. Uczestniczył on w obławach na grupy żołnierzy Wileńskiej 5-tej Brygady AK oddziału majora Zygmunta Siendzielerza ps. "Łupaszka" (wcześniej należącego do 4-tej Brygady), które przedostawały się do lasów Pomorza Zachodniego.Złapanych odstawiał do obozu koncentracyjnego NKWD w Barkenbryge (Barkniewo) koło Gross-Born Borne (Sulimowo). (Nowak znał tylko niemieckie nazwy miejscowości.) Był to obóz przejściowy. Stamtąd były dla AK-owcóow tylko dwa wyjscia: do Rosji albo na "rozwałkę". NKWD-zista, który nadzorował zbrodniczą działalność UB, w tym zbrodnie Nowaka, był Żyd Stolzman. AK-owców rozstrzelano we wsi Doberlage położonej około 5 km na północ od Nadarzyc.Wieś ta jest opuszczona od tamtego czasu, nawet jej nazwa wyszła z użycia. Zostały po niej tylko resztki murów i fundamenty. Zwłoki zakopano w okolicznych lasach. Jedne przykryto niewypałami, inne także minami i zasypano ziemią. Nowak zapamietał tylko trzy nazwiska spośród zamordowanych żołnierzy AK: Jerzy Łoziński, Stanisław Subotrowicz i Witold Milwid, (ich przesłuchiwano najdłużej). UB-owcy zastrzelili ich w Doberlage w obecności Nowaka i Stolzmana. NKWD-zista Stolzman przygotowywał również procesy polityczne młodzieży szkolnej. W Wałczu doprowadził do skazania uczniów Bogdana Szczuckiego, Mariana Baśladyńskiego i Feliksa Stanisławskiego, a wBiałogardzie Pszczółkowskiego i Tracza na więzienie i pracę w kopalniach węgla. Wacław Nowak spotkał NKWD-zistę Stolzmana kilka lat później w Urzędzie Bezpieczeństwa w Białogardzie, ale on nazywał się już inaczej.Zmienił nazwisko na Zdzisław Kwaśniewski. "Zdzisław Kwaśniewski" pracował w Szpitalu Powiatowym i Przychodni zakładowej P.K.P. w Białogardzie. Ci, którzy go znali, opowiadają, że był wzrostu okolo 1,60 m, jego profil twarzy i chód Żyda. Gdy maszynista w P.K.P. potrzebował czas wolny od pracy, koledzy zwykli mówić: "Idź do Żydka po zwolnienie". Co najmniej jeden z tych wników mieszka w Stanach Zjednoczonych. On zapisał się na studia w Akademii Medycznej w Szczecinie, ale odpadł ponoć już na pierwszym roku. Zapewne był felczerem, a nie lekarzem. Mieszkał w Białogardzie przy ulicy Bohaterów Stalingradu nr 10, obecnie Dworcowej. Żona jego, też Żydówka, przebywała w domu i mało wychodziła do miasta. Córka jest okulistką i mieszka z mężem w USA. Był to ojciec obecnego Prezydenta R.P. Aleksandra Kwaśniewskiego-Stolzmana.

13:27, gregory501
Link Komentarze (1) »
KIM BYŁ NAPRAWDĘ PREZYDENT III RP A.KWAŚNIEWSKI!
Aleksander Kwaśniewski prawdziwe imię i nazwisko: Izaak Stoltzman syn zbrodniarza NKWD, prezydent 'polskiej' żydokomuny
Dyplom ukończenia sowieckiej szkoły szpiegów sowiecki agent  KGB kryptonim "Kat"

W roku 1978 A. Kwaśniewski był już kierownikiem Wydziału Kultury ZG SZSP. Żeni się z Jolantą Konty - pochodzenia żydowskiego, córką płk. Kontego - oficera Informacji Wojskowej, podejrzanego o zbrodniczą działalność w wojsku w okresie stalinowskim. Przenosi się do Warszawy, gdzie poza kolejnością otrzymuje mieszkanie. Już nie stara się skończyć studiów na Uniwersytecie Gdańskim. Rezygnuje z pisania i obrony pracy magisterskiej. 

Niewątpliwą przyczyną tej decyzji jest skierowanie go przez KC PZPR na roczne studia do Moskwy (1979/1980), na wydział międzynarodowego dziennikarstwa w Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych przy MSZ, który kończy z sukcesem uzyskując dyplom Nr 1792

z dnia 20 czerwca 1980 r.  (patrz powyzej)

A. Kwaśniewski nie ujawnił tego faktu wówczas, kiedy zarzucono mu nie posiadanie dyplomu ukończenia Uniwersytetu Gdańskiego. 

Na wspomnianym dyplomie (patrz powyzej) uzyskuje następujące oceny: * historia Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego - celująco; * komunizm naukowy - celująco; * ateizm naukowy - celująco; * ekonomia polityczna - celująco; * stosunki międzynarodowe - dobry; * ekonomia radziecka - celująco; * prawo radzieckie - celująco; * logika - dobry; * podstawy dziennikarstwa - dostateczny; 

Uczelnię tę [ MGIMO] uważano za wylęgarnię światowej sowieckiej agentury. 

Otóż przez wszystkie lata komunistycznej dominacji w Europie Wschodniej, w tej specyficznej szkole kształcone były wyselekcjonowane (według ideologicznego i politycznego klucza) - nie tylko przyszłe kadry dyplomatyczne i dziennikarskie dla bieżących potrzeb partii komunistycznych i reżimów w tych państwach, ale także agenturalne ekspozytury za granicą, występujące pod szyldem "dyplomatów", bądź "korespondentów" zagranicznych agencji rządowych tych państw oraz ich partyjnych gazet i czasopism. 

Nauka w tym na wpół tajnym instytucie, będącym w istocie prawdziwą socjalistyczną wylęgarnią szpiegów, trwała w zależności od specjalności od 5 do 6 lat. Krócej tylko studia podyplomowe. W uczelni tej wykładali m.in. wyżsi funkcjonariusze GRU i KGB, jak np. J. Primakow - były szef KGB, a później premier Rosji.

Aleksander Kwaśniewski agent SB o kryptonimie "Alek"

* 23 czerwca 1982 r. Aleksander Kwaśniewski został zarejestrowany przez Wydział XIV Departamentu B pod nr 72204 w kategorii zabezpieczenie.

* 29 czerwca 1983 r. zmieniono kategorię rejestracji na TW pseudonim "Alek".

* 3 grudnia 1983 r. przeniesiono rejestrację na stan Wydziału VII Departamentu III MSW.

* 7 września 1989 r. dokonano wyrejestrowania.

żyd-komunista Siwiec i żyd-komunista Kwaśniewski-Stoltzman ...w sosie własnym

   żyd-komunista  i  żyd-komunista koncesjonowany"opozycjonista

żyd Kwaśniewski-Stoltzman i żyd Michnik-Szechter... 

ale się cieszą, że tak długo i wspólnie rządzą Polską

C.D.N.

12:27, gregory501
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 maja 2007
ROMASZEWSKI: ORZECZENIE TRYBUNAŁU TO "BEŁKOT"
Senator Zbigniew Romaszewski powiedział, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie lustracji to "bełkot", tak samo jak - jego zdaniem - znaczna część wniosków SLD o uznanie ustawy lustracyjnej za sprzeczną z Konstytucją. Senator uważa, że wyrok Trybunału był realizacją zadań środowisk, z których wywodzą się sędziowie Trybunału. Zdaniem Romaszewskiego piątkowe orzeczenie jest obrazą demokracji i państwa prawa. Podobnie senator ocenił ataki na posła Arkadiusz Mularczyka, który bronił ustawy przed Trybunałem. Postępowanie wszczęte wobec niego przez Radę Adwokacką nazwał skandalem. Romaszewski określił zniesienie przez Trybunał sankcji za niezłożenie w terminie oświadczeń lustracyjnych mianem "Lex Geremek". Nawiązał w ten sposób do niezłożenia wymaganego oświadczenia przez eurodeputowanego. Według senatora PiS orzeczenie Trybunału będzie opublikowane 16-17 maja i do tego czasu ustawa lustracyjna będzie obowiązywać, w związku z czym będzie obowiązek składania oświadczeń lustracyjnych. Romaszewski powiedział też, że IPN do czasu opublikowania ustawy może ogłosić listy agentów.
09:16, gregory501
Link Dodaj komentarz »
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ] głosuj na mojego bloga Blogi Polityczne NIEOBOJĘTNI - blogi wolnych ludzi NIEOBOJĘTNI - blogi wolnych ludzi
Powiadamiacz

Powiadom kumpla o moim serwisie!

powiadom.4free.pl
Zareklamuj bloga... Zareklamuj bloga...
SONDA
NA KOGO ZAGŁOSUJESZ W WYBORACH DO EUROPARLAMENTU 7.06.09r.

PO
PiS
PSL
SLD
SAMOOBRONA
LPR
POLSKA XXI
LIBERTAS
NIE WIEM
NIE BĘDĘ GŁOSOWAŁ


www.jarkosfera.pl www.jarkosfera.pl www.jarkosfera.pl
Skopiuj CSS