Blog > Komentarze do wpisu
KONGRES PIS I CO DALEJ

Co zyskał, co stracił Jarosław Kaczyński podczas sobotniego kongresu swojej partii Kongres swej partii Jarosław Kaczyński zwoływał w dwóch celach - taktycznym i strategicznym. Chciał uniknąć powyborczych rozrachunków i pokazać drogę powrotu PiS do władzy.Pierwszy cel osiągnął - delegaci potwierdzili jego przywództwo w zamian za wzięcie przez niego odpowiedzialności za porażkę. Ale nie obyło się bez strat. Bunt Ludwika Dorna, Kazimierza M. Ujazdowskiego i Pawła Zalewskiego nie przerodził się w otwarty rokosz, ale swoje zrobił. Kongres odbywał się niejako w ich sprawie. Spośród ponad tysiąca delegatów 127 głosowało przeciw udzieleniu prezesowi wotum zaufania lub wstrzymało się od głosu. Jak na partię jednego niekwestionowanego przywódcy to wynik, który Kaczyńskiemu musiał dać do myślenia. PiS nie jest już kadrówką z początków swego istnienia, gdy tworzyło je kilkuset członków, w tym ok. 40 posłów. Dziś liczy ponad 20 tys. osób, wśród których są parlamentarzyści, byli ministrowie i wojewodowie, marszałkowie sejmików, prezydenci miast, burmistrzowie, wójtowie, starostowie i kilka tysięcy radnych. W ciągu minionych dwóch lat stało się partią władzy - ze wszystkimi tego skutkami.Pozytywnymi, bo dysponuje szerokim zapleczem do sprawowania władzy. Stąd w wystąpieniu Kaczyńskiego wiele było chwalenia kadr i zapowiedzi powołania sprawnej "ekipy" dla zwycięstw w nieodległej przeszłości. Każdy z PiS-owskich polityków i ekspertów musi czuć, że będzie wykorzystany.Negatywnymi, bo kierownictwo partii musi się liczyć z głosem terenu, który rozlicza swe władze nie tyle z wierności głoszonej ideologii, co ze zdolności do wygrywania wyborów oraz utrzymywania władzy. Każdy z działaczy na dole chce czuć, że w partii obowiązują czytelne reguły gry, a nie humory lidera.Na te nastroje liczyli trzej byli wiceprzewodniczący. Zagrali umiejętnie - nie krytykowali ideologii i programu partii, lecz nieskuteczność dotychczasowego sposobu działania. Swoim postępowaniem mówili, że PiS nie zdradzili, lecz wyrazili troskę o jego przyszłość. Członkom partii chcieli pokazać, że wiele się nauczyli na przykładzie Kazimierza Marcinkiewicza, który w zabiegach o posadę zmarnował poparcie wewnątrz PiS. Udowodnili, że nie idą drogą Marka Jurka, który broniąc zasad, wyszedł z partii, ale zdołał pociągnąć jedynie czwórkę posłów.Dorn, Ujazdowski i Zalewski z PiS wychodzić nie chcą. Zrobią wszystko, by nie zerwać szansy na pojednanie z prezesem. Sobotnią rozgrywkę przegrali z kretesem - Kaczyński ogłosił, że w PiS nie będzie baronów. I to od delegatów uzyskał. Dlatego dziś może okazać łaskawość buntownikom. Rozmowy z nimi podejmie, ale na własnych warunkach.Kaczyński nie przedstawił natomiast żadnej koncepcji wyjścia z politycznej izolacji i odzyskania władzy. Wie, że zjadł "przystawki", ale przez to pozbawił się jakichkolwiek sojuszników. Żadna z pozostałych trzech sejmowych partii w koalicję z nim nie wejdzie. Dlatego ogłosił, że PiS "może liczyć wyłącznie na siebie", co jest dobre jako sposób na mobilizację członków i zagadanie problemu, ale nie jako odpowiedź na pytanie o to, jak wrócić do władzy. PiS wie, że musi wygrać rywalizację o rząd dusz wśród mieszkańców wielkich miast, inteligencji i młodych - środowisk, które właśnie pokazały mu gest Kozakiewicza. Na wizję budowy IV RP już ich nie weźmie, czego Kaczyński zdaje się świadom, bo w swym wystąpieniu zaznaczył, że trzeba przemyśleć sprawę lustracji i interesów różnych korporacji. Drogą do pozyskania inteligencji nie jest również mówienie, że PiS to uosobienie jej snów o misji i wartościach, które mają być obecne w polityce polskiej. Anna Fotyga czy Zbigniew Ziobro słabo nadają się do roli heroldów tej sprawy.Młodych nie przekona się bardziej intensywnym wykorzystaniem internetu i głoszeniem haseł o otwarciu dla nich rynku pracy w miejsce starszych. Ich sprzeciw wywołało sedno PiS-owskiego projektu - zamknięcie na Europę, tromtadracki patriotyzm i szukanie wszędzie wrogów. PiS musiałoby przestać być PiS, by stać się cool dla młodych. Wielkomiejskich wyborców nie przekona głoszenie, że gdyby odliczyć mieszkańców sześciu największych miast, to PiS wygrałoby wybory. Żaden to argument, że 5 mln warszawiaków czy krakowian najlepiej by zrobiło, gdyby na potrzeby sukcesu PiS wynieśli się z Polski. Wynosić się nie chcieli, więc Kaczyński i spółka przegrali. I przegrywać będą nadal, bo wielkomiejscy wyborcy poczuli swą moc.Kaczyński nie udawał, gdy mówił, że jest bezradny wobec rzeczywistości społecznej i politycznej, jaka wyłoniła się po wyborach. Po raz pierwszy od lat nie wie, za pomocą jakich haseł ma osiągnąć zwycięstwo w wyborach przyszłych. Stanął przed kwadraturą koła - jak nie przestać być sobą, by ludzie uwierzyli, że sobą się już nie jest.

wtorek, 11 grudnia 2007, gregory501
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ] głosuj na mojego bloga Blogi Polityczne NIEOBOJĘTNI - blogi wolnych ludzi NIEOBOJĘTNI - blogi wolnych ludzi
Powiadamiacz

Powiadom kumpla o moim serwisie!

powiadom.4free.pl
Zareklamuj bloga... Zareklamuj bloga...
SONDA
NA KOGO ZAGŁOSUJESZ W WYBORACH DO EUROPARLAMENTU 7.06.09r.

PO
PiS
PSL
SLD
SAMOOBRONA
LPR
POLSKA XXI
LIBERTAS
NIE WIEM
NIE BĘDĘ GŁOSOWAŁ


www.jarkosfera.pl www.jarkosfera.pl www.jarkosfera.pl